czwartek, 25 sierpnia 2016

DIY na zaskórniki

Hej:) Ile razy miałyście w planach maseczkę DIY, zrobioną z produktów domowych, której przygotowanie wyglądało tak zachęcająco na kolażu z Pinteresta?
Znacie to uczucie, kiedy widząc na Pinterest kolaż z domową maseczką, wyglądającą tak idealnie i łatwo w przygotowaniu, że koniecznie musicie ją wypróbować? Mi się to zdarza ciągle, tylko z trochę odwrotnym skutkiem - zużyciem wszystkich misek, całym zlewem naczyń i umywalką w maseczce. Dzisiaj postanowiłam wypróbować maseczkę na zaskórniki z przepisu Red Lipstick Monster, czyli zrobionej z żelatyny i węgla leczniczego.

Zaczęłam od przygotowania składników i zrobienia skróconej wersji parówki (przyłożyłam gorący ręcznik do twarzy). Pierwsza próba okazała się fiaskiem, bo żelatyna w wodnej kąpieli się nie rozpuściła, a podgrzanie w mikrofali nic nie dało (oprócz zawału serca, bo zaczęła strzelać). Nie zrażona porażką postanowiłam spróbować jeszcze raz (nadal metodą wodnej kąpieli), rozpuściłam żelatynę, węgiel i odrobinę wody, ale podgrzewałam to trochę za długo i wyszła masa, która była zbyt plastyczna i nie dała się nałożyć na twarz (a ile mi zeszło, żeby zmyć to z łyżeczek i miski!).
Zrezygnowana stwierdziłam, że już ostatni raz spróbuję - do małej miseczki wsypałam ok. 2 łyżeczek żelatyny, węgiel z jednej kapsułki i dodałam 1 łyżeczkę wody, mieszając trzonkiem od płaskiego pędzla, którym to nakładałam. Powstała w końcu prawie idealna konsystencja, którą mimo grudek dało się nałożyć i w miarę szybko zastygła. Nałożyłam maseczkę na brodę, część policzków, nos i czoło, zostawiając na ok. 20 minut. Płatki schodziły ładnie, ale uwaga na części z drobnymi włoskami, bo dość boli, mimo że nie mam wrażliwej skóry, to łzy w oczach były. Ale to zrekompensowały mi efekty - niewielkie, ale chociaż były widoczne (trochę obleśne, ale były). Myślę że, przy tym przepisie zostanę i raz w tygodniu skórze nie zaszkodzi, ale do wrażliwej cery nie polecam.

W skrócie:
*maseczka działa, ale następnym razem zastosuję tradycyjną parówkę
*pozbywamy się włosków, co jest dość bolesne
*dla cer wrażliwych się nie nadaje
*ciężko wyczyścić miseczkę i pędzel, trzeba polewać gorącą woda
*niewielki koszt (ok. 8zł)


4 komentarze:

  1. Kiedyś próbowałam peel of z białka jajka, ale zupełnie nic nie wyszło. Teraz za kilkanaście złotych kupiłam taką czarną maskę Pilaten i muszę przyznać, że nawet działa. Na pewno widać różnicę. Mogę Ci ją polecić, tubka jest wydajna i oszczędzasz tez czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Używam bardzo często także z mlekiem ;)
    Dziękuję za odwiedziny i pozostawienie komentarza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham tą maseczkę! :) Niedawno trafiłam na nią na kanale Ewy RLM i od tamtej pory jest moją ulubioną, jesli chodzi o oczyszczanie!

    Mam prośbę: mogłabyś poklikać w linki w najnowszym poście?
    Napisz w komentarzu jeśli klikniesz, gdyż wylosuję kilka osób i podam linki do ich blogów w następnym poście. :)
    >> ALEXANDRAK-BLOG.BLOGSPOT.COM <<


    OdpowiedzUsuń