poniedziałek, 29 sierpnia 2016

5 filmów, które motywują do działania

Miał być temat o 5 miłosnych komediach do przeżycia, ale jako że wakacje dobiegają końca i czas znowu wrócić do rzeczywistości, postanowiłam napisać o filmach, które dają kopa do działania i zmian. Kolejność przypadkowa, bo są to zbyt różne filmy i nie mogłam się zdecydować:)

1. Amelia
Francuski film z piękną Audrey Tautou w roli głównej. Film opowiada o dziewczynie, która odizolowana w dzieciństwie od rówieśników i wychowana przez rodziców, którzy nie okazywali jej zbyt wiele uczucia, żyje w strefie marzeń. Wszystko się zmienia, gdy w swoim mieszkaniu znajduje pudełko ze skarbami z dzieciństwa pewnego chłopca. Amelia postanawia odszukać właściciela, a dzięki jego wzruszeniu zmienia swoje życie i postanawia uszczęśliwiać innych. Film zabawny, nieco zakręcony, z nienachalnym wątkiem miłosnym.

2. Zanim się pojawiłeś
Wywołał dużo zamieszania na rynku filmowym. Oparty na książce Jojo Moyes (nie czytałam), opowiadający o dziewczynie z miasteczka, która dostaje pracę jako opiekunka sparaliżowanego mężczyzny. Film jest nieco przerysowany i wyidealizowany, ale pokazuje jakie przewrotne jest życie. Ostrzegam, bez chusteczek się nie obejdzie!

3. Witaj w klubie
Kolejny film opowiadający o woli życia. Akcja toczy się w Dallas w 1985r., kiedy pijak, kobieciarz i narkoman dowiaduje się, że jest nosicielem wirusa HIV. Jedzie do Meksyku, z którego zamierza sprowadzać zakazane w USA leki. Zdobywa sojusznika w osobie transwestyty Rayona i razem postanawiają założyć klub, w którym inni szukają ratunku. Film kontrowersyjny, o nieuleczalnej chorobie, przemyśle farmaceutycznym i ciężkiej nauce akceptacji (środowisko homoseksualistów). Nagrodzony dwoma Oskarami dla Matthew McConaughey i Jareda Leto.

4. Sekretne życie Waltera Mitty
Walter Mitty, pracuje w wydawnictwie nad wywoływaniem zdjęć. Niczym nie różni się od innych. Żyje w sferze marzeń, gdzie wyobraża siebie jako bohatera. Gdy zdjęcie na ostatnią okładkę pisma znika, postanawia odnaleźć fotografia i zaczyna na prawdę żyć. Film o marzeniach, przygodach i odnalezieniu samego siebie. Wielki plus za świetną muzykę.

5. Wielka szóstka
Nie mogło zabraknąć bajki Disneya. Mam wrażenie, że ta została przyćmiona przez wielki sukces Frozen (czy tylko mnie ta bajka tak bardzo nie urzekła?), a niesłusznie. Opowiada o przyjaźni między młodym geniuszem Hiro a robotem, stworzonym przez jego brata. Wypadek podczas pokazów robotyki staje się początkiem serii wydarzeń zagrażających bezpieczeństwu całego miasta San Fransokyo. Piękna bajka o tym, że nie wolno się poddawać i warto wybaczać.

Dajcie znać, jakie są wasze ulubione filmy. Opisy podpatrzone na Filmweb.pl, bo sama się trochę boje pisać opisy, by nie zdradzać fabuły:)

czwartek, 25 sierpnia 2016

DIY na zaskórniki

Hej:) Ile razy miałyście w planach maseczkę DIY, zrobioną z produktów domowych, której przygotowanie wyglądało tak zachęcająco na kolażu z Pinteresta?
Znacie to uczucie, kiedy widząc na Pinterest kolaż z domową maseczką, wyglądającą tak idealnie i łatwo w przygotowaniu, że koniecznie musicie ją wypróbować? Mi się to zdarza ciągle, tylko z trochę odwrotnym skutkiem - zużyciem wszystkich misek, całym zlewem naczyń i umywalką w maseczce. Dzisiaj postanowiłam wypróbować maseczkę na zaskórniki z przepisu Red Lipstick Monster, czyli zrobionej z żelatyny i węgla leczniczego.

Zaczęłam od przygotowania składników i zrobienia skróconej wersji parówki (przyłożyłam gorący ręcznik do twarzy). Pierwsza próba okazała się fiaskiem, bo żelatyna w wodnej kąpieli się nie rozpuściła, a podgrzanie w mikrofali nic nie dało (oprócz zawału serca, bo zaczęła strzelać). Nie zrażona porażką postanowiłam spróbować jeszcze raz (nadal metodą wodnej kąpieli), rozpuściłam żelatynę, węgiel i odrobinę wody, ale podgrzewałam to trochę za długo i wyszła masa, która była zbyt plastyczna i nie dała się nałożyć na twarz (a ile mi zeszło, żeby zmyć to z łyżeczek i miski!).
Zrezygnowana stwierdziłam, że już ostatni raz spróbuję - do małej miseczki wsypałam ok. 2 łyżeczek żelatyny, węgiel z jednej kapsułki i dodałam 1 łyżeczkę wody, mieszając trzonkiem od płaskiego pędzla, którym to nakładałam. Powstała w końcu prawie idealna konsystencja, którą mimo grudek dało się nałożyć i w miarę szybko zastygła. Nałożyłam maseczkę na brodę, część policzków, nos i czoło, zostawiając na ok. 20 minut. Płatki schodziły ładnie, ale uwaga na części z drobnymi włoskami, bo dość boli, mimo że nie mam wrażliwej skóry, to łzy w oczach były. Ale to zrekompensowały mi efekty - niewielkie, ale chociaż były widoczne (trochę obleśne, ale były). Myślę że, przy tym przepisie zostanę i raz w tygodniu skórze nie zaszkodzi, ale do wrażliwej cery nie polecam.

W skrócie:
*maseczka działa, ale następnym razem zastosuję tradycyjną parówkę
*pozbywamy się włosków, co jest dość bolesne
*dla cer wrażliwych się nie nadaje
*ciężko wyczyścić miseczkę i pędzel, trzeba polewać gorącą woda
*niewielki koszt (ok. 8zł)


piątek, 19 sierpnia 2016

Krem Oillan

Na blogu cisza (brakuje tylko róży jerychońskiej przelatującej przez pustynię), ale czas to przerwać. Ostatni tydzień spędziłam w Warszawie i na remoncie pokoju - piękne różowe ściany, księżniczkowa firanka, tylko wiek właścicielki trochę nie ten.

Dzisiaj recenzja kremu tonizującego Oillan. Jest to krem seboregulujący do cery mieszanej z niedoskonałościami. Producent obiecuje zniwelowanie niedoskonałości, regulacje wydzielania sebum i ujednolicenia kolorytu skóry.
Krem stosowałam ok. 2 tygodni i jest świetny! Myślałam że, z takimi cechami będzie idealny jako baza pod makijaż, a okazało się, że jest to krem BB o ładnym, jasnym odcieniu (+10 na starcie). Krem bardzo ładnie zachowuje się na skórze, jest delikatny i zastygający. Krycie ma średnie, ale bardzo ładnie pracuje z kamuflażem z Catrice. Nie zauważyłam zniwelowania niedoskonałości ani szczególnej poprawy kondycji skóry. Mimo to, wygląda bardzo naturalnie i ładnie się z nią stapia.
W skrócie:
*krem BB o jasnym, żółtawym odcieniu,
*średnie krycie,
*zastyga (ale sprawnie trzeba go nakładać, jeśli chcemy nałożyć kolejne warstwy),
*nie pozostawia smug,
*ładnie współpracuje z innym produktami,
*nie podrażnia skóry, niweluje przebarwienia (ale bez rewelacji),
*nie zauważyłam zmniejszenia niedoskonałości ani ogólnej poprawy stanu cery,
*trwały do ok. 6h bez pudrowania,
*wydajny (tubka zawiera 40ml),
*kosztuje ok. 17 zł.
Opis producenta:
TONUJĄCY KREM SEBOREGULUJĄCY
Krem o lekkiej konsystencji optymalnie pielęgnuje cerę mieszaną, niweluje niedoskonałości, ujednolica koloryt skóry i nadaje naturalny odcień odpowiadający jej karnacji. Niacynamid reguluje wydzielanie sebum, zmniejsza widoczność porów skóry oraz poprawia jej strukturę, niwelując przebarwienia i zmniejszając skłonności do tworzenia zaskórników. Glukonian cynku wykazuje działanie przeciwbakteryjne, ściągające i przeciwzapalne. D-pantenol skutecznie łagodzi podrażnienia i wzmacnia barierę lipidową naskórka. Betaina cukrowa zwiększa zawartość wody w naskórku i sprawia, że skóra staje się nawilżona, miękka i gładka.
Stosowanie: Codziennie rano nanieść niewielką ilość kremu na oczyszczoną skórę twarzy (omijając okolice oczu), szyi i dekoltu.
*Testowany dermatologicznie z udziałem osób z alergicznymi chorobami skóry
*Nie zawiera parafiny, parabenów i kompozycji zapachowej
*pH fizjologiczne
Skład: Aqua, Dycaprylyl Carbonate, Betaine, Ethylhexyl Triazone, Cetyl Ricinoleate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Arachidyl Alcohol, Cetaryl Alcohol, Octrocrylene, Behenyl Alcohol, Dimethicone, Tocopherol, Arachidyl Glucoside, Porphyridium Cruentum Culture Conditioned Media, Panthenol, Propanediol, Baicalin Niacinamide, Faex Extract, Glyceryl Behenate, Hydrogenated Palm Oil, Glyceryl Stearate Citrate, Borago Officinalis Seed Oil, Xylitylglucoside, Squalane, Xylitol, Cholesterol, Allantoin, Ceramide NP, Ammoinium Glycyrrhizate, Zinc Gluconate, Caffeine, Biotin, Propylene Glycol, Anhydroxylitol, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Magnesium Aluminium Silicate, Decyl Glucoside, Citric Acid, Potassium Sorbate, Tocopheryl Acetate, Sodium Benzonate, Silica, Mica, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Cl 77891, Cl77492, Cl 77491, Cl 77499

sobota, 6 sierpnia 2016

Wieczorna pielęgnacja

Nie odkryłam Ameryki uważając, że wieczorna pielęgnacja jest ważniejsza niż poranna i na pewno przyjemniejsza (uczucie powrotu do domu, przebrania się w dresy, swobody bez stanika, koka-cebuli i braku makijażu - bezcenne). Rano przecież zależy nam na czasie i instynktownych kosmetykach, które zadziałają mimo naszej niedbałości, ale o tym będzie inny wpis.
Moja wieczorna rutyna (jeśli te kilka kosmetyków można w ogóle nazwać pielęgnacyjną rutyną?) zaczyna się po oczyszczeniu i tonizowaniu twarzy, nakładaniem kremu oliwkowego Ziaja. Jest to krem przeznaczony do cery suchej i normalnej, jednak przy mojej przetłuszczającej świetnie się sprawdza (przeznaczenie kremu dla konkretnego typu cery i wieku to przecież tylko wskazówka).

*krem dobrze nawilża, jednak nie odważyłam się użyć go pod makijaż (pewnie wszystko by spłynęło sic!),
*dość ubogi skład (olej z oliwek i masło shea znajdują się po dużej dawce emolientów),
*nie powoduje powstawania wyprysków i zaskórników,
*dość długo się wchłania, mimo lekkiej konsystencji,
*rano skóra jest gładka i czuć nawilżenie,
*przyjemny, lekko oliwkowy zapach,
*wydajny (pojemność 50ml),
*kosztuje ok.3-5zł,
*duża dostępność (założę się, że jest nawet w warzywniaku),
*polska marka (yep, wspieram nasz rynek)

Kolejnym krokiem jest krem pod oczy. Jestem na wykończeniu żelu ze świetlikiem lekarskim i herbatą Flos-Lek. Kupiłam ze względu na pozytywne opinię, ogólnie sprawuje się całkiem nieźle.

*ma galaretowatą konsystencje, ale łatwo się rozprowadza (lepiej jednak nie nakładać grubej warstwy bo zasycha i nie jest to komfortowe uczucie),
*lekko rozświetla okolice pod oczami, ale spektakularnego efektu nie ma,
*nadaje się pod makijaż,
*bardzo wydajny (pojemność 10g), to moje pierwsze opakowanie, a nadal go nie zużyłam,
*kosztuje ok. 6zł,
*duża dostępność,
*polska firma,
*warto go trzymać w lodówce, wtedy efekt jest lepszy
Na usta nakładam niezawodny balsam z Nuxe - recenzja klik.
Gdy potrzebuje lepszego nawilżenia albo zniwelowania wyprysków/suchych skórek wokół nosa używam maści z witaminą A. Przydaje się zwłaszcza w czasie choroby, kiedy okolice ust i nos są w tragicznym stanie.

*ma niesamowicie kojące działanie,
*lekką, ale tłustą konsystencje,
*delikatny cytrynowy zapach,
*wydajna,
*kosztuje ok. 3zł,
*dostępna w każdej aptece

Ostatnią czynnością jest nałożenie na brwi odrobimy olejku rycynowego, aby je przyciemnić. Na rzęsy nie używam, bo mam bardzo wrażliwe oczy, a olejek może powodować zapalenie spojówek. Od kilku dni zaczęłam także dodawać kilka kropel olejku do kremu oliwkowego (aby zobaczyć jak skóra przyjmie oleje) i na razie jestem zadowolona z efektu - cera jest bardziej ujednolicona i lekko poprawił się jej stan.

Jak widać moja pielęgnacja jest bardzo skromna, ale jestem w fazie kończenia wszystkich produktów i powrotu do eksperymentowania. Sama uwielbiam czytać takie wpisy, więc postanowiłam też taki dodać. Jak macie swoje sprawdzone kosmetyki do wieczornej pielęgnacji to dajcie znać. Do zobaczenia!

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Serum do ciała

Ostatnio trochę się obijam, ale poniedziałek to dobry dzień na zaczynanie wszystkiego, a jeszcze jako pierwszy dzień nowego miesiąca to podwójny mały Nowy Rok. 

Po wykorzystaniu drugiego opakowania regenerującego mleczka do ciała Garniera (nie zachwycił), postanowiłam wypróbować coś nowego. Po półgodzinnym kucaniu w Rossmannie i czytaniu etykiet balsamów, wybrałam serum do ciała z Bielendy z serii algi morskie. Pokładałam w nim wielkie nadzieje i się nie zawiodłam!
*produkt bardzo dobrze nawilża i zmiękcza skórę (nakładam wieczorem, a rano nadal można poczuć, że skóra jest nim pokryta),
*jest wydajny (używam codziennie od ok. 2 miesięcy i nadal nie widać dna),
* szybko się wchłania (olej kokosowy to była prawdziwa męka),
*bardzo łatwo się rozprowadza na skórze,
*skład średni (masło shea, emolienty, parafina, ekstrakt z alg i sól morska),
*pięknie pachnie (słodko, uzależnia),
*polska firma,
*cena (ok. 16zł za 200ml produktu),
*dostępność
Zastanawiałam dlaczego ten kosmetyk jest określony jako serum, a nie masło do ciała. Wynika to z bardziej treściwego składu, mimo kremowej konsystencji. Warto wypróbować.
 
Skład: Aqua (Water), Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Ethylhexyl Stearate, Lasemul 92 N 40, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Cetearyl Alcohol, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Algae Extract, Hydrolyzed Corallina Officinalis Extract, Propylene Glycol, Spirulina Maxima Extract, Sea Salt Extract, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Polyacrylate, Mannitol, Cellulose, Tocopheryl Acetate, Hydroxypropyl Methylcellulose, Tocopherol, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Citral, Citronellol, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxyaldehyde, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal, CI 77289 (Chromuim Hydroxide Green).