środa, 9 listopada 2016

Szampon Green Pharmacy z pokrzywą

Cześć Dziewczyny! Zaczął się listopad, a to oznacza manię na Last Christmas (serio, dzisiaj słyszałam to w tramwaju), otulanie się szalikami i bardziej wymagającą pielęgnacje włosów. Jeśli chcecie wiedzieć, jak spisał się szampon z Green Pharmacy, zapraszam dalej.
Szampony z Green Pharmacy należą do jednych z najbardziej popularnych. Wybrałam wariant z pokrzywą zwyczajną. Niestety do moich włosów się nie sprawdził. Były przesuszone (to pewnie wina pokrzywy), oklapnięte i nie wyglądały dobrze. Nie zauważyłam też zmniejszenia wypadania i przetłuszczania, jak obiecuje producent. Ciężko się pieni, zużywałam go więcej niż zazwyczaj (ale to wynika z naturalnego składu). Jego konsystencja jest gęsta, zapach ziołowy, ale nie męczący.
Z plusów można wymienić prosty skład, dostępność, wiele wariantów i bardzo korzystną cenę. Będę jednak próbować kolejne z tej serii (szczególnie z rumiankiem), ale ten moim ulubieńcem nie jest.

Dajcie znać czy u Was te szampony się sprawdzają:)

poniedziałek, 31 października 2016

Sposób na kremową pomadkę

Dzień dobry! Dzisiaj o niepozornej kredce do ust z Yves Rocher. Jest to matująca baza pod pomadkę. Jak tylko o tym usłyszałam, to od razu pomyślałam o zamienniku Insta-Matte Lipstick Transformer ze Smashbox, który kosztuje ok. 100zł. Żelu ze Smashbox nie mam, więc porównać nie mogę, ale kilka takich opinii się pojawiło.
Kredka z Yves Rocher ma woskową, tępą konsystencje i ciężko się ją nakłada. Używamy jej jako baza, która ma za zadanie zmatowić pomadkę kremową. Muszę przyznać, że podchodziłam do tego produktu sceptycznie, ale się nie rozczarowałam. Dobrze spełnia swoje zadanie, pomadki są delikatnie zmatowione. Używałam pomadek z Bell Hypoallergenic, Rimmel, Eveline i Maybelline, na wszystkie działa dobrze, jednak najmniej chciała współpracować z Eveline. Oczywiście efekt nie jest tak trwały, jak w przypadku typowej matowej pomadki i jeśli uważamy z jedzeniem, to wygląda bardzo ładnie i efekt się utrzymuje ok. 4h. Jedynym minusem jest to, że kredka jest strugana. Obecnie jest na promocji i kosztuje 20,50zł. Gdyby jednak nie była dodawana jako jeden z prezentów do zamówienia w tamtym miesiącu, chyba bym nawet nie wiedziała, że YR ma taką w ofercie. Jeśli lubicie matowo-kremowe konsystencje pomadek, to polecam wypróbować.

niedziela, 9 października 2016

Niezbędnik do brwi z Wibo

Hej:) W czwartek zaczęła się promocja w Rossmannie na produkty do oczu, więc to idealny moment, żeby opowiedzieć Wam o niezbędniku do brwi (tak, -49% obejmuje także produkty do brwi). Muszę przyznać, że długo czaiłam się na Wibo Eyebrow Pencil, bo zawsze gdy miałam ją kupić, akurat coś innego wpadło mi w oko. A teraz żałuje, że jednak jej wcześniej nie miałam, bo odmieniła moje brwiowe życie.
Zacznijmy od opakowania - kredka jest wykręcana (nie mam serca do tych struganych) z dwoma różnymi końcówkami. Opakowanie jest solidne i niekiedy mam problemy ze ściągnięciem tej plastykowej części osłaniającej szczoteczkę, co według mnie jest zaletą, bo mamy pewność, że w czasie podróży nic się z kredką nie stanie.
Z jednej strony mamy skośny wkład, którym bardzo łatwo wypełnia się brwi, a z drugiej szczoteczkę do wyczesywania. Kredkę możemy kupić w dwóch odcieniach, ja mam wersje ciemniejszą, bardzo uniwersalną. Jest miękka, łatwo się z nią pracuje i daje naturalny efekt. Kosztuje ok. 11 zł, a teraz dodatkowo możemy skorzystać z promocji. Jest świetną alternatywą, jeśli używamy cieni do zaznaczania brwi, chociaż mam wrażenie, że kredką o wiele szybciej się pracuje.

Dajcie znać czy używałyście tej kredki, a może macie jakieś swoje ulubione sposoby do zaznaczania brwi?:)

sobota, 1 października 2016

Sposób na puszące i suche włosy

Hej:) Dzisiaj będzie o balsamie do loków Nivea. Dla wielu jest kosmetycznym hitem, ale mi się nie sprawdził zupełnie. Według producenta ma podkreślać sprężystość loków, wzmacniać efekt i zapobiegać puszeniu. Próbowałam i wiele razy dawałam mu szanse, ale bezskutecznie. Zamiast podkreślenia loków, dostałam suche, szorstkie i sklejone końcówki. Nakładałam go już w każdej możliwej kombinacji, ale zawsze efekt był taki sam. Produkt ma dużo pozytywnych opinii, każde włosy są inne, według mnie to strata pieniędzy. Skończy się na tym, że zużyje do golenia, bo innego zastosowania nie widzę.
W skrócie:
*ma konsystencje odżywki do włosów
*zapach kremu, typowy dla produktów Nivea
* balsam przeznaczony do włosów kręconych
*wysusza końcówki i włosy są szorstkie w dotyku
*nie podkreśla loków, włosy są nieprzyjemne w dotyku
*zbierał dużo pozytywnych opinii, ale moim hitem nie zostanie
*kosztuje ok. 14zł
*dostępność: Rossmann

Dajce znać, jakimi sposobami wy podkreślacie skręt swoich loków:)

wtorek, 27 września 2016

Jesienna chandra w kolorach Wibo

Hej:) Dzisiaj o moich dwóch faworytach z Wibo (nie mogę się doczekać promocji w Rossmannie!). Zacznę od matowej, płynnej pomadki Wibo Million Dollar Lips w odcieniu nr. 1, czyli ciemnym, brudnym różu. Uwielbiam ją za łatwą aplikacje i możliwość idealnego wyrysowania konturu ust. Po zastygnięciu ma lekko gumową konsystencje i delikatnie czujemy ją na ustach. Jest trwała (przeżyła nawet kubełek z KFC, to wystarczający dowód:), równomiernie się ściera i w porównaniu z pomadkami Golden Rose jej formuła nie jest aż tak sucha i tępa. Zdecydowanie w piątek biegnę po kolejne kolory. Kosztuje ok. 11zł.
Kolejnym odkryciem jest tusz do rzęs Extreme Volume Lashes. Kupiłam go na promocji w Rossmannie, gdy skończył mi się ulubieniec z Max Factor 2000 Calorie. Przy wybieraniu maskary mam dwie zasady: prosta i zwykła szczoteczka (nie lubię tych silikonowych). Tusz ładnie rozdziela rzęsy, wydłuża i nie skleja. Zazwyczaj nakładam dwie warstwy i rzęsy wyglądają idealnie. Świetnie nadaje się też do dolnych rzęs. Jest trwały, nie kruszy się i co tu dużo mówić, po prostu ideał za kilka złotych. Kosztuje ok. 10zł. Warto wypróbować, a już szczególnie na promocji.

niedziela, 25 września 2016

Silikonowa szczoteczka czy gąbka?

Hej:) Dzisiaj będzie o produktach, które ułatwiają wieczorną pielęgnacje. Przeglądając opinie o żelach do mycia twarzy, najwięcej pozytywnych miała Kolastyna Refresh. Jest to krem-żel do oczyszczania dla cery suchej i wrażliwej (zależało mi na czymś delikatnym). Produkt okazał się strzałem w dziesiątkę! Ma lekko lejącą konsystencje, dobrze się pieni i nie podrażnia skóry.
Przydatnymi gadżetami do mycia twarzy są szczoteczka i gąbka. Zacznę od gąbeczki Calypso. Moja była gratisem przy zakupach, dostałam ją bardzo dawno temu. Nie wiem dlaczego bałam się jej użyć, może ze względu na to, że myślałam że jest nasączona mleczkiem do demakijażu (serio, nie wiem skąd ten pomysł) i szkoda było mi jej zużyć do zmycia dziennego makijażu. Ale poczytałam i przepadłam. Jest doskonała do mycia twarzy, delikatna i skuteczna. Dobrze też zmywa maseczki, ale po ostatnim razie (maseczka z glinką Ziaja) zostały na niej brzydkie szare plamy. Aktualnie możemy kupić ją w dwupaku w Rossmannie, za 5zł.
Drugą pomocą przy wieczornym rytuale jest silikonowa szczoteczka z KillyS. Na powierzchni ma krótkie wypustki i kilka zaokrągleń - ogólnie bardzo przyjemna. Jednak nie zauważyłam większych efektów i może trochę podrażniać skórę. Zazwyczaj używam jej po ok. 20 sekund na daną partię twarzy (policzki, broda, nos i czoło). Gdy zbyt mocno naciskamy mogą pojawić się zaczerwienienia. Nie jestem nią zachwycona, ale używam jej do peelingu twarzy w celu wzmocnienia efektu i jest w porządku. Nie kosztowała także wiele, bo ok. 9zł , więc nie żałuje, ale będę próbować z innymi szczoteczkami. Warto też pamiętać o odkażaniu gąbeczek i szczoteczek, zazwyczaj wygotowuje je w gorącej wodzie i nadal są w świetnym stanie.

W skrócie:
Krem-żel Kolastyna Refresh (wersja dla cery wrażliwej):
* lekko lejąca konsystencja
* dobrze się pieni
* nie podrażnia skóry
* dobrze usuwa resztki makijażu i odświeża skórę
* delikatny zapach kremu
* bardzo wystarczalny
* kosztuje ok. 14zł
* dostępność: Rossmann

Gąbeczka Calypso:
* miękka, delikatna dla skóry
* łatwo usuwa makijaż/maseczki
* nie podrażnia skóry
* problemy z domyciem jej
* kosztuje ok. 5zł
* dostępność: Rossmann

Silikonowa szczoteczka Killys:
* oczyszcza twarz, ale nie pozbyłam się zaskórników
* nadaje się do wzmocnienia efektów peelingów
* może podrażniać skórę, nie jest odpowiednia dla cery wrażliwej
* łatwo ją utrzymać w czystości
* przyjemna w dotyku
* kosztuje ok. 9zł
* dostępność: Rossmann
Dajcie znać, jakie są wasze ułatwienia w oczyszczaniu twarzy:)

piątek, 23 września 2016

Jak żałować wydanych 8zł?

Hej:) Dzisiaj o plastrach na zaskórniki, kupionych w Biedronce. Uwielbiam kosmetyczne nowości z Biedronki, bo często możemy znaleźć prawdziwe perełki za mniej niż 10zł. Tym razem jednak produkt okazał się porażką.
Plastry na noc z Purederm Botanical Choice miały za zadanie skutecznie oczyścić zatkane pory i usunąć zaskórniki. Znalazłam pudełko i ucieszona pognałam do kasy. Stwierdziłam, że od razu je wypróbuje, ale plaster okazał się porażką (mimo zrobionej wcześniej konkretnej parówki). Do tego czasu, wypróbowałam je już 4 razy (w opakowaniu jest 6 plasterków, z czego jeden zażyczył sobie mój chłopak - serio, sama w to nie wierzyłam:). Za każdym razem było rozczarowanie, bo plaster nie poradził sobie nawet z drobnymi włoskami, a co dopiero z oczyszczeniem porów. Za 8zł możemy kupić o wiele skuteczniejszy produkt, już nie wspominając o świetnym domowym sposobie.
Dajcie znać, czy u was się sprawdziły. Na pewno można je jeszcze znaleźć, tylko trzeba dobrze szukać:) Moim zdaniem nie są warte polecenia.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

5 filmów, które motywują do działania

Miał być temat o 5 miłosnych komediach do przeżycia, ale jako że wakacje dobiegają końca i czas znowu wrócić do rzeczywistości, postanowiłam napisać o filmach, które dają kopa do działania i zmian. Kolejność przypadkowa, bo są to zbyt różne filmy i nie mogłam się zdecydować:)

1. Amelia
Francuski film z piękną Audrey Tautou w roli głównej. Film opowiada o dziewczynie, która odizolowana w dzieciństwie od rówieśników i wychowana przez rodziców, którzy nie okazywali jej zbyt wiele uczucia, żyje w strefie marzeń. Wszystko się zmienia, gdy w swoim mieszkaniu znajduje pudełko ze skarbami z dzieciństwa pewnego chłopca. Amelia postanawia odszukać właściciela, a dzięki jego wzruszeniu zmienia swoje życie i postanawia uszczęśliwiać innych. Film zabawny, nieco zakręcony, z nienachalnym wątkiem miłosnym.

2. Zanim się pojawiłeś
Wywołał dużo zamieszania na rynku filmowym. Oparty na książce Jojo Moyes (nie czytałam), opowiadający o dziewczynie z miasteczka, która dostaje pracę jako opiekunka sparaliżowanego mężczyzny. Film jest nieco przerysowany i wyidealizowany, ale pokazuje jakie przewrotne jest życie. Ostrzegam, bez chusteczek się nie obejdzie!

3. Witaj w klubie
Kolejny film opowiadający o woli życia. Akcja toczy się w Dallas w 1985r., kiedy pijak, kobieciarz i narkoman dowiaduje się, że jest nosicielem wirusa HIV. Jedzie do Meksyku, z którego zamierza sprowadzać zakazane w USA leki. Zdobywa sojusznika w osobie transwestyty Rayona i razem postanawiają założyć klub, w którym inni szukają ratunku. Film kontrowersyjny, o nieuleczalnej chorobie, przemyśle farmaceutycznym i ciężkiej nauce akceptacji (środowisko homoseksualistów). Nagrodzony dwoma Oskarami dla Matthew McConaughey i Jareda Leto.

4. Sekretne życie Waltera Mitty
Walter Mitty, pracuje w wydawnictwie nad wywoływaniem zdjęć. Niczym nie różni się od innych. Żyje w sferze marzeń, gdzie wyobraża siebie jako bohatera. Gdy zdjęcie na ostatnią okładkę pisma znika, postanawia odnaleźć fotografia i zaczyna na prawdę żyć. Film o marzeniach, przygodach i odnalezieniu samego siebie. Wielki plus za świetną muzykę.

5. Wielka szóstka
Nie mogło zabraknąć bajki Disneya. Mam wrażenie, że ta została przyćmiona przez wielki sukces Frozen (czy tylko mnie ta bajka tak bardzo nie urzekła?), a niesłusznie. Opowiada o przyjaźni między młodym geniuszem Hiro a robotem, stworzonym przez jego brata. Wypadek podczas pokazów robotyki staje się początkiem serii wydarzeń zagrażających bezpieczeństwu całego miasta San Fransokyo. Piękna bajka o tym, że nie wolno się poddawać i warto wybaczać.

Dajcie znać, jakie są wasze ulubione filmy. Opisy podpatrzone na Filmweb.pl, bo sama się trochę boje pisać opisy, by nie zdradzać fabuły:)

czwartek, 25 sierpnia 2016

DIY na zaskórniki

Hej:) Ile razy miałyście w planach maseczkę DIY, zrobioną z produktów domowych, której przygotowanie wyglądało tak zachęcająco na kolażu z Pinteresta?
Znacie to uczucie, kiedy widząc na Pinterest kolaż z domową maseczką, wyglądającą tak idealnie i łatwo w przygotowaniu, że koniecznie musicie ją wypróbować? Mi się to zdarza ciągle, tylko z trochę odwrotnym skutkiem - zużyciem wszystkich misek, całym zlewem naczyń i umywalką w maseczce. Dzisiaj postanowiłam wypróbować maseczkę na zaskórniki z przepisu Red Lipstick Monster, czyli zrobionej z żelatyny i węgla leczniczego.

Zaczęłam od przygotowania składników i zrobienia skróconej wersji parówki (przyłożyłam gorący ręcznik do twarzy). Pierwsza próba okazała się fiaskiem, bo żelatyna w wodnej kąpieli się nie rozpuściła, a podgrzanie w mikrofali nic nie dało (oprócz zawału serca, bo zaczęła strzelać). Nie zrażona porażką postanowiłam spróbować jeszcze raz (nadal metodą wodnej kąpieli), rozpuściłam żelatynę, węgiel i odrobinę wody, ale podgrzewałam to trochę za długo i wyszła masa, która była zbyt plastyczna i nie dała się nałożyć na twarz (a ile mi zeszło, żeby zmyć to z łyżeczek i miski!).
Zrezygnowana stwierdziłam, że już ostatni raz spróbuję - do małej miseczki wsypałam ok. 2 łyżeczek żelatyny, węgiel z jednej kapsułki i dodałam 1 łyżeczkę wody, mieszając trzonkiem od płaskiego pędzla, którym to nakładałam. Powstała w końcu prawie idealna konsystencja, którą mimo grudek dało się nałożyć i w miarę szybko zastygła. Nałożyłam maseczkę na brodę, część policzków, nos i czoło, zostawiając na ok. 20 minut. Płatki schodziły ładnie, ale uwaga na części z drobnymi włoskami, bo dość boli, mimo że nie mam wrażliwej skóry, to łzy w oczach były. Ale to zrekompensowały mi efekty - niewielkie, ale chociaż były widoczne (trochę obleśne, ale były). Myślę że, przy tym przepisie zostanę i raz w tygodniu skórze nie zaszkodzi, ale do wrażliwej cery nie polecam.

W skrócie:
*maseczka działa, ale następnym razem zastosuję tradycyjną parówkę
*pozbywamy się włosków, co jest dość bolesne
*dla cer wrażliwych się nie nadaje
*ciężko wyczyścić miseczkę i pędzel, trzeba polewać gorącą woda
*niewielki koszt (ok. 8zł)


piątek, 19 sierpnia 2016

Krem Oillan

Na blogu cisza (brakuje tylko róży jerychońskiej przelatującej przez pustynię), ale czas to przerwać. Ostatni tydzień spędziłam w Warszawie i na remoncie pokoju - piękne różowe ściany, księżniczkowa firanka, tylko wiek właścicielki trochę nie ten.

Dzisiaj recenzja kremu tonizującego Oillan. Jest to krem seboregulujący do cery mieszanej z niedoskonałościami. Producent obiecuje zniwelowanie niedoskonałości, regulacje wydzielania sebum i ujednolicenia kolorytu skóry.
Krem stosowałam ok. 2 tygodni i jest świetny! Myślałam że, z takimi cechami będzie idealny jako baza pod makijaż, a okazało się, że jest to krem BB o ładnym, jasnym odcieniu (+10 na starcie). Krem bardzo ładnie zachowuje się na skórze, jest delikatny i zastygający. Krycie ma średnie, ale bardzo ładnie pracuje z kamuflażem z Catrice. Nie zauważyłam zniwelowania niedoskonałości ani szczególnej poprawy kondycji skóry. Mimo to, wygląda bardzo naturalnie i ładnie się z nią stapia.
W skrócie:
*krem BB o jasnym, żółtawym odcieniu,
*średnie krycie,
*zastyga (ale sprawnie trzeba go nakładać, jeśli chcemy nałożyć kolejne warstwy),
*nie pozostawia smug,
*ładnie współpracuje z innym produktami,
*nie podrażnia skóry, niweluje przebarwienia (ale bez rewelacji),
*nie zauważyłam zmniejszenia niedoskonałości ani ogólnej poprawy stanu cery,
*trwały do ok. 6h bez pudrowania,
*wydajny (tubka zawiera 40ml),
*kosztuje ok. 17 zł.
Opis producenta:
TONUJĄCY KREM SEBOREGULUJĄCY
Krem o lekkiej konsystencji optymalnie pielęgnuje cerę mieszaną, niweluje niedoskonałości, ujednolica koloryt skóry i nadaje naturalny odcień odpowiadający jej karnacji. Niacynamid reguluje wydzielanie sebum, zmniejsza widoczność porów skóry oraz poprawia jej strukturę, niwelując przebarwienia i zmniejszając skłonności do tworzenia zaskórników. Glukonian cynku wykazuje działanie przeciwbakteryjne, ściągające i przeciwzapalne. D-pantenol skutecznie łagodzi podrażnienia i wzmacnia barierę lipidową naskórka. Betaina cukrowa zwiększa zawartość wody w naskórku i sprawia, że skóra staje się nawilżona, miękka i gładka.
Stosowanie: Codziennie rano nanieść niewielką ilość kremu na oczyszczoną skórę twarzy (omijając okolice oczu), szyi i dekoltu.
*Testowany dermatologicznie z udziałem osób z alergicznymi chorobami skóry
*Nie zawiera parafiny, parabenów i kompozycji zapachowej
*pH fizjologiczne
Skład: Aqua, Dycaprylyl Carbonate, Betaine, Ethylhexyl Triazone, Cetyl Ricinoleate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Arachidyl Alcohol, Cetaryl Alcohol, Octrocrylene, Behenyl Alcohol, Dimethicone, Tocopherol, Arachidyl Glucoside, Porphyridium Cruentum Culture Conditioned Media, Panthenol, Propanediol, Baicalin Niacinamide, Faex Extract, Glyceryl Behenate, Hydrogenated Palm Oil, Glyceryl Stearate Citrate, Borago Officinalis Seed Oil, Xylitylglucoside, Squalane, Xylitol, Cholesterol, Allantoin, Ceramide NP, Ammoinium Glycyrrhizate, Zinc Gluconate, Caffeine, Biotin, Propylene Glycol, Anhydroxylitol, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Magnesium Aluminium Silicate, Decyl Glucoside, Citric Acid, Potassium Sorbate, Tocopheryl Acetate, Sodium Benzonate, Silica, Mica, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Cl 77891, Cl77492, Cl 77491, Cl 77499

sobota, 6 sierpnia 2016

Wieczorna pielęgnacja

Nie odkryłam Ameryki uważając, że wieczorna pielęgnacja jest ważniejsza niż poranna i na pewno przyjemniejsza (uczucie powrotu do domu, przebrania się w dresy, swobody bez stanika, koka-cebuli i braku makijażu - bezcenne). Rano przecież zależy nam na czasie i instynktownych kosmetykach, które zadziałają mimo naszej niedbałości, ale o tym będzie inny wpis.
Moja wieczorna rutyna (jeśli te kilka kosmetyków można w ogóle nazwać pielęgnacyjną rutyną?) zaczyna się po oczyszczeniu i tonizowaniu twarzy, nakładaniem kremu oliwkowego Ziaja. Jest to krem przeznaczony do cery suchej i normalnej, jednak przy mojej przetłuszczającej świetnie się sprawdza (przeznaczenie kremu dla konkretnego typu cery i wieku to przecież tylko wskazówka).

*krem dobrze nawilża, jednak nie odważyłam się użyć go pod makijaż (pewnie wszystko by spłynęło sic!),
*dość ubogi skład (olej z oliwek i masło shea znajdują się po dużej dawce emolientów),
*nie powoduje powstawania wyprysków i zaskórników,
*dość długo się wchłania, mimo lekkiej konsystencji,
*rano skóra jest gładka i czuć nawilżenie,
*przyjemny, lekko oliwkowy zapach,
*wydajny (pojemność 50ml),
*kosztuje ok.3-5zł,
*duża dostępność (założę się, że jest nawet w warzywniaku),
*polska marka (yep, wspieram nasz rynek)

Kolejnym krokiem jest krem pod oczy. Jestem na wykończeniu żelu ze świetlikiem lekarskim i herbatą Flos-Lek. Kupiłam ze względu na pozytywne opinię, ogólnie sprawuje się całkiem nieźle.

*ma galaretowatą konsystencje, ale łatwo się rozprowadza (lepiej jednak nie nakładać grubej warstwy bo zasycha i nie jest to komfortowe uczucie),
*lekko rozświetla okolice pod oczami, ale spektakularnego efektu nie ma,
*nadaje się pod makijaż,
*bardzo wydajny (pojemność 10g), to moje pierwsze opakowanie, a nadal go nie zużyłam,
*kosztuje ok. 6zł,
*duża dostępność,
*polska firma,
*warto go trzymać w lodówce, wtedy efekt jest lepszy
Na usta nakładam niezawodny balsam z Nuxe - recenzja klik.
Gdy potrzebuje lepszego nawilżenia albo zniwelowania wyprysków/suchych skórek wokół nosa używam maści z witaminą A. Przydaje się zwłaszcza w czasie choroby, kiedy okolice ust i nos są w tragicznym stanie.

*ma niesamowicie kojące działanie,
*lekką, ale tłustą konsystencje,
*delikatny cytrynowy zapach,
*wydajna,
*kosztuje ok. 3zł,
*dostępna w każdej aptece

Ostatnią czynnością jest nałożenie na brwi odrobimy olejku rycynowego, aby je przyciemnić. Na rzęsy nie używam, bo mam bardzo wrażliwe oczy, a olejek może powodować zapalenie spojówek. Od kilku dni zaczęłam także dodawać kilka kropel olejku do kremu oliwkowego (aby zobaczyć jak skóra przyjmie oleje) i na razie jestem zadowolona z efektu - cera jest bardziej ujednolicona i lekko poprawił się jej stan.

Jak widać moja pielęgnacja jest bardzo skromna, ale jestem w fazie kończenia wszystkich produktów i powrotu do eksperymentowania. Sama uwielbiam czytać takie wpisy, więc postanowiłam też taki dodać. Jak macie swoje sprawdzone kosmetyki do wieczornej pielęgnacji to dajcie znać. Do zobaczenia!

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Serum do ciała

Ostatnio trochę się obijam, ale poniedziałek to dobry dzień na zaczynanie wszystkiego, a jeszcze jako pierwszy dzień nowego miesiąca to podwójny mały Nowy Rok. 

Po wykorzystaniu drugiego opakowania regenerującego mleczka do ciała Garniera (nie zachwycił), postanowiłam wypróbować coś nowego. Po półgodzinnym kucaniu w Rossmannie i czytaniu etykiet balsamów, wybrałam serum do ciała z Bielendy z serii algi morskie. Pokładałam w nim wielkie nadzieje i się nie zawiodłam!
*produkt bardzo dobrze nawilża i zmiękcza skórę (nakładam wieczorem, a rano nadal można poczuć, że skóra jest nim pokryta),
*jest wydajny (używam codziennie od ok. 2 miesięcy i nadal nie widać dna),
* szybko się wchłania (olej kokosowy to była prawdziwa męka),
*bardzo łatwo się rozprowadza na skórze,
*skład średni (masło shea, emolienty, parafina, ekstrakt z alg i sól morska),
*pięknie pachnie (słodko, uzależnia),
*polska firma,
*cena (ok. 16zł za 200ml produktu),
*dostępność
Zastanawiałam dlaczego ten kosmetyk jest określony jako serum, a nie masło do ciała. Wynika to z bardziej treściwego składu, mimo kremowej konsystencji. Warto wypróbować.
 
Skład: Aqua (Water), Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Ethylhexyl Stearate, Lasemul 92 N 40, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Cetearyl Alcohol, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Algae Extract, Hydrolyzed Corallina Officinalis Extract, Propylene Glycol, Spirulina Maxima Extract, Sea Salt Extract, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Polyacrylate, Mannitol, Cellulose, Tocopheryl Acetate, Hydroxypropyl Methylcellulose, Tocopherol, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Citral, Citronellol, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxyaldehyde, Limonene, Linalool, Hexyl Cinnamal, CI 77289 (Chromuim Hydroxide Green).

wtorek, 26 lipca 2016

Krem do rąk Anida

W ciągu lata nasza skóra jest tak samo narażona na wysuszanie jak w zimie (chociaż częściej uważa się, że to zimowy okres najbardziej działa na naszą niekorzyść, bo chce się mieć dodatkowy argument, na wymianę klimatu z Hiszpanią). Ale z pomocą przychodzi świetny krem do rąk Anida z kwiatem lnu dla skóry suchej i podrażnionej.
Zacznijmy od tego, że krem bardzo szybko się wchłania. Możemy to poczuć już jak go rozcieramy. Producent obiecuje skuteczne łagodzenie podrażnień skóry dłoni i zgadzam się z tym w stu procentach. Krem zawiera cały szereg składników, które mają za zadnie poprawić wygląd naszych dłoni i skutecznie je nawilżyć tj. ekstrakt z lnu (zapobiega wysuszeniu), witaminę E, alantoinę (ułatwia gojenie i odnowę uszkodzonego naskórka), D-panthenol (czyli witamina B5, przy jej niedoborze pojawia się szorstkość skóry)  i keratynę roślinną (poprawia nawilżenie). Ma delikatny zapach i rzadką konsystencję.

Skład: AQUA, MINERAL OIL (PARAFFINUM LIQUIDUM), STEARIC ACID, GLYCERIN, CETYL ALCOHOL, LINSEED SEED EXTRACT, GLYCERYL STEARATE, DIMETHICONE, TOCOPHERYL ACETATE, ALLANTOIN, D-PANTHENOL, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, TRIETHANOLAMINE, PROPYLENE GLYCOL, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, DIAZOLIDINYL UREA, PARFUM, BENZYL BENZOATE, CITRONELLOL, GERANIOL, ALPHA-ISOMETHYL IONONE, BENZYL SALICYLATE, HYDROXYCITRONELLAL
 
Spotkałam się także z użyciem go na końcówki włosów (co mam zamiar testować, nakładamy na 30 min przed myciem) oraz używaniem go jako kremu do stóp na noc i zakładanie bawełnianych skarpetek, żeby się lepiej wchłaniał.
Krem kosztuje ok. 5 zł i możemy go znaleźć w drogeriach Natura. Warto go wypróbować, bo jako jeden z niewielu kremów faktycznie nawilża i poprawia wygląd skóry, a nie tylko pozostawia ładny zapach.  

sobota, 23 lipca 2016

Podkład Bell

Zmiana podkładu to zmiana, która wpływa na całe kosmetyczne życie. Wcale nie żartuje! Tyle pytań, tyle obietnic od producenta, tyle wątpliwości, poranny stres i wieczorna ocena. Dzisiaj przyjrzymy się fluidowi rozświetlającemu marki Bell Hypoallergenic.
Używałam podkładu ok. 3 miesiące i muszę przyznać, ze spisuje się bardzo dobrze. Kilka informacji wstępnych - mam cerę tłustą, ale odwodnioną i w podkładzie szukam wyrównania kolorytu (jaśniejsze policzki, blizny), zakrycia wyprysków (nie mam problemów z trądzikiem, ale wypryski się pojawiają) i efektu rozświetlonej cery (nie lubię efektu podkładów typowo matujących, używam pudru Wibo Fixing Powder).
Kolor: jest to numer 01 Light Beige (w sumie jest ich 4, czyli mamy bardzo ograniczony wybór) z żółtym pigmentem. Dość widocznie się utlenia, mniej więcej o jeden odcień.

Konsystencja: płynny, ale nie zbyt wodnisty. W pojemniczku z pompką, którego wadą jest nie trzymająca się przezroczysta zakrętka.

Trwałość: nie ściera się i na twarzy zastyga. Utrzymuje się ok. 6h. Nakładałam na bazę, używając Nivea Sensitive Łagodzący balsam po goleniu, później Rimmel Lasting Finish Primer.

Efekt: krycie ma średnie, dobrze wyrównuje koloryt. Nie tworzy efektu maski na twarzy. Efektu rozświetlonej twarzy nie zauważyłam, ale wygląda bardzo naturalnie. Nie wysusza i nie podkreśla suchych skórek. Nie zauważyłam zapychania porów czy pojawienia się nowych wyprysków.

Nakładałam go pędzlem typu flat top z Hakuro nr H50S.

Dostępny w Rossmannie i Hebe. Kosztuje ok. 20zł (często jest na promocji, kupiłam go za ok. 12zł w Hebe).

Opis producenta:
HYPOAllergenic Lightening Make-Up, Hypoalergiczny fluid rozświetlający.
Wyrównuje koloryt, optycznie wygładza i rozświetla skórę. Zawiera ekstrakt z pestek dyni i wodę morską, które wykazują działanie łagodzące. Formuła wzbogacona o pigmenty perłowe rozświetla cerę. Tuszuje niedoskonałości i oznaki zmęczenia oraz łatwo się rozprowadza. Nadaje zdrowy i świeży wygląd.

Podsumowując, warto go wypróbować, ale minusem jest ograniczona gama kolorów.
 

środa, 20 lipca 2016

Balsam do ust

Każda kobieta ma swoje ulubione produkty do kupowania. Czas przyznać się do moich kosmetycznych grzechów, czyli balsamów do ust.
Moim jak na razie ulubionym jest dość drogi, ale skuteczny Reve de Miel z Nuxe. To balsam do ust z naturalnym składem bez wazeliny i konserwantów. Jego konsystencja jest zbita i gęsta (po pewnym czasie robią się grudki, ponieważ zawiera w składzie miód). Zapach jest przyjemny, delikatny (po chwili się ulatnia) i można w nim wyczuć cytrusowe nuty. Jednak najważniejsze jest działanie. Zachęcona mnóstwem pozytywnych opinii (polecany przez samą Lisę Eldridge), postanowiłam go wypróbować. Moje usta są dość problematyczne tj. wysuszone i popękane, niezależnie od pory roku, a szczególnie przy zamiłowaniu do pomadek matowych, ale wystarczy nałożyć już odrobinę balsamu i czuć różnice od razu. Stosuję go regularnie od miesięcy i usta stały się miękkie, nawilżone i odżywione. Szczególnie warto nakładać go na noc, grubszą warstwą (rano na ustach czujemy jeszcze lekki filtr). Na ustach utrzymuje się długo, nie jak w przypadku większości pomadek, które znikają po kilku minutach. Jego cena jest dość wysoka ok. 30zł (już z przesyłką), ale słoiczek zawiera 15g produktu, który jest bardzo wydajny. Nie próbowałam wariantu w sztyfcie, podejrzewam, że może mieć trochę gorsze działanie. Zdecydowanie warto w go zainwestować.
Opis producenta:
Balsam do ust Reve de Miel
Ultraodżywczy, naprawczy, z miodem i olejkami roślinnymi, do przesuszonych i popękanych ust.
Zawiera wysoko skoncentrowane składniki naturalne (miód akacjowy, masło karite, oleje roślinne, wyciąg z grejpfruta), które sprawiają, że usta - nawet najbardziej spierzchnięte - stają się delikatne, miękkie i doskonale gładkie. Jego skuteczność została przetestowana w ekstremalnie mroźnych warunkah w Kanadzie.
Zawiera 80,2% składników pochodzenia naturalnego.
Nie zawiera parabenów. Produkt niekomedogenny*.

*czyli nie zatykający porów i nie prowadzący do powstania zaskórników

Skład: CERA ALBA/BEESWAX, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA) BUTTER, OLUS OIL/VEGETABLE OIL, LECITHIN, BEHENOXY DIMETHICONE, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL, MEL/HONEY, DIMETHICONE, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, CITRUS GRANDIS (GRAPEFRIUT) PEEL OIL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, HYDROGENATED VEGETABLE OIL, GLYCINE SOJA (SOYBEAN) OIL, ROSA MOSCHATA SEED OIL, TOCOPHERYL ACETATE, TOCOPHEROL, CITRUS LIMON (LEMON) PEEL OIL, CANDELILLA CERA/EUPHORBIA CERIFERA (CANDELILLA) WAX, ALLANTOIN, CALENDULA OFFICINALIS FLOWER EXTRACT, BHT, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, CITRIC ACID, LIMONENE, CITRAL, LINALOOL, GERANIOL [N0802/D].

Strona, gdzie sprawdzicie dokładnie jakie składniki są za co odpowiedzialne i czy są szkodliwe

wtorek, 19 lipca 2016

Post powitalny

Do napisania pierwszego postu chwile się zbierałam. Nie wiedziałam co powinnam napisać, jak się przedstawić i jaki konkretnie będzie blog. Mając już chyba milion pierwszych postów w wersjach roboczych stwierdziłam, że jak nie zacznę to nadal będę tkwić z tym nieszczęsnym pierwszym postem (zmorą równie wielką, jak napisanie czegokolwiek w rubryce O mnie, chociaż myślę, że najlepszym przedstawieniem samej siebie będzie napisanie kilku kolejnych postów i wtedy sami będziecie wiedzieć czego się spodziewać).
Na pewno będę bardzo oryginalną, jak napiszę, że interesuję się makijażem, pielęgnacją i marzę o własnej toaletce z podświetlanym lustrem (o czym muszę szybko zapomnieć, chyba że zacznę nosić soczewki). Czego chciałabym się nauczyć? Mam nadzieje znaleźć więcej motywacji, stać się lepiej zorganizowaną i nauczyć się systematyczności. A tak szczerze, to przydałoby się zużyć trochę zalegających kosmetyków, ograniczyć budżet i mieć cerę miękką jak pupa archanioła! A więc, po męce dla piszącej pierwszy post i tych go czytających, zapraszam!