sobota, 12 sierpnia 2017

Recenzja tuszu Bourjois Volume Reveal

Cześć!

Miałam okazję testować nową wersję tuszu Bourjois Volume Reveal, tym razem zwiększającą objętość rzęs. Zacznijmy od opakowania. Inaczej niż w tradycyjnych tuszach, jest w przekroju trójkątem, więc bardzo wygodnie możemy nim operować. Zawiera także powiększające lusterko, które nie zniekształca, a nawet jest bardzo pomocne. Tusz ma tradycyjną szczoteczkę, dość grubą. Producent zapewnia, że w ciągu dnia możemy dokładać kolejne warstwy tuszu bez obaw o sklejenie rzęs. Czy jednak się sprawdził?

Tusze z tradycyjnymi szczoteczkami mają swoich zwolenników i przeciwników. Ja należę do tej pierwszej grupy. Ładnie pogrubia rzęsy, rozczesuje, a dzięki lusterku możemy to zrobić bardzo dokładnie. Zwykle nakładam 2-3 warstwy tuszu, a rzęsy się nie sklejają i nadal wyglądają dobrze. Ma bardzo lekką formułę, w porównaniu do innych tuszy. Spektakularnego efektu objętości nie zauważyłam. Zwykle szczoteczka z włosia daje efekt pogrubionych rzęs, a szczoteczka silikonowa zapewnia wydłużenie. Tusz pod koniec dnia się nie kruszy, łatwo daje się rozpuścić płynem dwufazowym. 

Podsumowując, oceniłabym go jako przeciętny. Uważam, że cena jest jednak przesadzona, bo na efekt sztucznych rzęs liczyć nie możemy. Warto kupować go w internetowych drogeriach, bo kosztuje ok. 35 zł, w Rossmannie aktualnie 57,99 zł. Myślę że, za taką cenę możemy znaleźć lepszej jakości tusz.

A jakie są wasze ulubione tusze do rzęs?:)

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Pędzle GlamBrush - czy warto?

Dzień dobry:)

Długo szukałam pędzli o dobrej jakości i w korzystnej cenie. Tak postawiłam na pędzle GlamBRUSH, stworzone przez Hanię Knopińską-Grzenkowicz (digitalgirl13). Jeśli za produkty do makijażu bierze się profesjonalista, to zdecydowanie można oczekiwać świetnej jakości. Czy tym razem również?

Pędzle wykonane są z włosia kozy, kucyka (O106 i O111) i syntetycznego (T113 i O110). Włosie jest miękkie, a w przypadku pędzli do oczu nie podrażnia powieki. Jest bardzo dobrej jakości i podczas mycia nie wypada/nie łamie się. Wyglądają elegancko i są solidnie wykonane, a jakość do ceny jest świetna. Jedynym minusem jest lekki zapach pędzli z włosiem naturalnym po myciu i możliwe odkształcanie, dlatego warto zamówić osłonki (polecam szukać na AlieExpress kosztują ok. 4 zł za 20 szt.). Przejdźmy do omówienia poszczególnych kształtów.

Pędzle do twarzy
T113
Swoim kształtem przypomina typowe pędzle do podkładu, tyle że jest mniejszy. Droższym odpowiednikiem jest Zoeva Face Shape Brush 110, który uwielbia guru makijażowa Lisa Eldridge. Dzięki mniejszej wielkości mamy lepszą precyzję nakładania i podkład wygląda ładniej. Trzeba niestety poświęcić trochę więcej czasu na dobre rozprowadzenie, ale zdecydowanie warto. Włosie jest sprężyste i miękkie. Koszt: 35 zł.

T106
Pędzel do konturowania i mój ulubieniec ze wszystkich. Z jego pomocą uzyskujemy bardzo naturalny efekt, bez smug i z idealnym roztarciem. Koszt: 39 zł.

T104
Ma jeden z bardziej uniwersalnych kształtów. Używam do go różu, możemy nim uzyskać delikatny efekt, nawet przy mocno napigmentowanym produkcie. Ładnie łączy produkty, włosie nie podrażnia skóry. Koszt: 45 zł.

Pędzle do oczu

O104
Pędzel do nakładania/blendowania cieni. Podobny do kultowego Mac 217 czy Zoeva 227 Luxe Soft Definer. Koszt: 26 zł.

O108
Puchaty pędzle do blendowania cieni. Ma idealną wielkość, nie podrażnia powieki i ładnie rozciera. Jego droższym odpowiednikiem jest Sigma E35. Koszt: 28 zł.

O106
Pędzel do przyciemniania zewnętrznego kącika/blendowania. Traktuję go jako dodatkowy do dwóch wyżej wymienionych. Droższym odpowiednikiem jest Sigma E45. Wykonany z włosia kucyka, bardzo miękki i z łatwością się z nim pracuje. Koszt: 26 zł.

O111
Pędzel kuleczkowy do podkreślania dolnej powieki. Ma idealną wielkość i zakończony jest precyzyjnym czubeczkiem. Lubię go też używać do mocnego przyciemniania zewnętrznego kącika górnej powieki. Mimo zbitego włosia nie podrażnia powieki. Koszt: 22 zł.

O110
Skośny pędzelek do brwi/eyelinera. Wykonany jest z włosia syntetycznego, odpowiednio giętki i bardzo precyzyjny. Koszt: 22 zł.

Myślę że taka ilość i rodzaj pędzli są odpowiednie do wykonania każdego makijażu. Ogólnie taki zestaw to koszt 243 zł, ale jest to zakup przemyślany i z pewnością każdego z tych pędzli będziemy używać. Na pewno jeszcze będę zamawiać kolejne:)

Dajcie znać czy macie/planujecie zainwestować w GlamBrush? Zdecydowanie warto się nimi zainteresować:)

czwartek, 27 lipca 2017

Cienie GlamShadows - czy warto?

Hej:)


Niedawno zrobiłam małe zakupy w GlamShop, czyli marce stworzonej przez vlogerkę Hanię Knopińską-Grzenkowicz (digitalgirl13). Słyszałam wiele pozytywnych opinii o cieniach i jakości pędzli (które porównywane są do Zoevy), dlatego postanowiłam to sprawdzić. Dzisiaj wpis będzie dotyczył cieni, o pięknych i unikatowych kolorach.

Cienie są dobrze napigmentowane, o kremowej konsystencji i świetnej trwałości. Nie znikają z powieki (jako bazy używam korektora z Catrice lub cienia w kremie z Bell), a ich kolor da się budować bez tworzenia plam. Jakościowo porównałabym je do cieni z Inglota. Na plus jest także ogromny wybór kolorów i efektów, jakie możemy nimi uzyskać. GlamShadows dostępne są tylko w sklepie internetowym Hani. Nie są testowane na zwierzętach i wyprodukowano je w Polsce. Plus także za polskie nazwy, wymyślane nie tylko przez twórczynię, ale także przez jej obserwatorów (gdy pojawiają się nowe cienie można proponować ich nazwy na Instagramie Hani). Ich data przydatności to 12 miesięcy, ale w przypadku kosmetyków kolorowych to raczej zabezpieczenie producenta niż faktycznie data użytkowania. Wkłady kosztują 12 zł, a ich gramatura to 1,8g. Przejdźmy do odcieni, które mam:)


Słodkie kakao - matowy cień o ciepłym, jasnobrązowym odcieniu. Idealny do zaznaczania załamania powieki i szybkiego dziennego makijażu.

Miodowy - kolejny matowy cień, o ciepłym, żółtawym odcieniu. Uwielbiam ten kolor, idealny do rozcierania górnej powieki przy ciemniejszym makijażu oraz do zaznaczenia załamania. 

Świecąca morela - metaliczny cień duochrome o łososiowej podstawie, opalizujący na różowo. 

Rabarbar - także metaliczny cień duochrome opalizujący na złoto.

Pralina - piękny foliowy, złoty cień. Idealny do wieczorowego makijażu.

Czekoladowa róża - metaliczny cień o różowo-brązowym odcieniu.

Chochlik - duochrome o fioletowej bazie, opalizujący na zielono-niebieski odcień. Ma najsłabszą pigmentacje ze wszystkich cieni, najlepiej nakładać go na mokro. 

Od góry: Czekoladowa róża, Pralina, Rabarbar, Świecąca morela, Chochlik, Miodowy i Słodkie kakao.

Zdecydowanie warto wypróbować, cienie są świetnej jakości i cenie. Dajcie znać czy macie wkłady GlamShadows i co sądzicie o kolorach?:)
Uściski:)

niedziela, 16 lipca 2017

Kosmetyczne denko

Hejka:)

Uwielbiam czytać te serie postów! Udało mi się trochę tych kosmetyków zebrać i spieszę z recenzjami:)

Ziaja, płyn dwufazowy do demakijażu oczu
Dobrze zmywa makijaż, nawet wodoodporny, nie podrażnia oczu. Nadaje się też dla nieuważnych, bo nie szczypie i jest delikatny. Jest bardzo wydajny (120ml), znajdziemy go w każdym supermarkecie, kosztuje ok. 6 zł. To już moje kolejne opakowanie i zdecydowanie go polecam.

BeBeauty, płyn micelarny
Popularny produkt do demakijażu z Biedronki. Wydajny, dobrze zmywa makijaż, ale według mnie jest zbyt agresywny. Pozostawiał lepką warstwę na skórze i powodował zaczerwienienia. Nie nadaje się również do demakijażu oczu. Kosztuje ok. 5 zł za 200 ml.

Hydrolat z róży bułgarskiej
Używam jako toniku, mgiełki po makijażu i do włosów (olejowanie na mokro, mgiełka). Hydrolat jest produktem ubocznym uzyskiwanym w czasie destylacji roślin parą wodną. To wyciąg z rośliny, ale bardziej rozcieńczony i łagodniejszy niż olejek eteryczny. Ten kupiłam na stronie Zrób Sobie Krem, za ok. 15zł za 200ml. Używam go zarówno rano i wieczorem. Stosuję go już ponad miesiąc i zauważyłam uspokojenie cery, większe nawilżenie i ogólną poprawę jej kondycji. Jedyną wadą jest zapach, bardziej przypomina zwiędłą różę i zajmowanie miejsca w lodówce, bo tam powinno się hydrolaty przechowywać. Dostępność na stronie ZSK i w innych drogeriach internetowych z naturalnymi półproduktami, a stacjonarnie np. w Pigmencie w Krakowie. Będę go nadal stosować, chętnie wypróbuję inne wersje np. kwiatu pomarańczy:) Jego pH mieści się w granicach 4-5,5, warto jednak połączyć do w stosunku 1:1 z wodą destylowaną/demineralizowaną i wtedy mamy pewność, że unikniemy podrażnień.

Oleofarm, olej lniany
Mało kosmetyczny produkt, ale pomaga w walce o piękną cerę (nie mówię już o świetnym wpływie na cały organizm). Rano i wieczorem wypijam łyżkę tego oleju. Efekty da się zauważyć już po ok. 2 tygodniach. Skóra jest miękka, przyjemna i bardziej nawilżona. Pojawiała się też o wiele mniej wyprysków, a suche skórki przestały być problemem. Nie jest smaczny, ale warto się przełamać i wypróbować, zawsze można przepić wodą lub sokiem:) Dostępny jest w Rossmannie, aptece SuperPharm i sklepach spożywczych, cena waha się od ok. 13-16zł. Najlepiej przechowywać w szafce lub innym miejscu bez dostępu światła słonecznego, aby olej zachował swoje właściwości. To już moja druga butelka:)

Oriflame, krem pod prysznic
Typowy balsam do mycia ciała, o delikatnym zapachu bawełny. Dobrze się pieni, jest wydajny, ale raczej nie kupię ponownie. Ma pojemność 200 ml, cena za zestaw z mydełkiem i kremem do rąk to ok. 25 zł.

Isana, olejek pod prysznic
Słynny produkt do mycia pędzli. Świetnie domywa gąbeczki, ale z pędzlami bym uważała. Na syntetycznym włosiu zostawia nieprzyjemny, lekko woskowy filtr. Ma dość specyficzny zapach, mi akurat nie przeszkadza. Możemy go kupić w Rossmannie, za ok. 5 zł (teraz w promocji!). To już moja trzecia butelka i na pewno kupię ponownie. Uratował moją gąbeczkę blend it!, bo po umyciu mydełkiem Protex (wersja Ultra) zostały na niej żółtawe odbarwienia. Polecam przelać ten olejek do buteleczki z pompką (w Rossmannie za ok. 2 zł), bo z opakowania zbyt dużo się wylewa i może brudzić.

Skino, żel do golenia
Jeśli chodzi o produkty do golenia, to korzystam głównie z męskich kosmetyków. Ten skusił mnie łagodzącą wersją z aloesem, dobrze się pieni, nie powoduje podrażnień i kosztuje ok. 5 zł w Biedronce. Jednak polecam wybrać niebieską wersję, bo zielona ma okropny zapach. Wykończyłam tę bardzo wydajną butelkę, ale nie było łatwo. Nie zauważyłam też większego nawilżenia czy miękkości skóry.

Dajcie znać czy używałyście któregoś z produktów? Jakimś jesteś zainteresowane?
Do zobaczenia:)





środa, 12 lipca 2017

Pod lupą: pielęgnacja od Tołpa

Dzień dobry!

Tołpa była pierwszą firmą, przez którą zaczęłam swoją przygodę z kosmetykami o naturalnych składach. Lubię ich politykę odnośnie świadomej pielęgnacji, ochrony środowiska (np. zachęty do ponownego wykorzystania pudełka, w które zapakowane były kosmetyki, oznaczania dat ważności) i zwracania uwagi na skład kosmetyków. Testowałam serię dermo face, physio, przeznaczoną do skóry wrażliwej i alergicznej. Ogólnie produkty mają bardzo dobrą wydajność, możemy zamówić je bezpośrednio u producenta (dostawa to koszt ok. 9 zł) lub szukać w drogeriach (SuperPharm, Hebe, mniejszy asortyment w Rossmannie). Zapach kosmetyków jest neutralny (trochę jak płyn do soczewek) i nie drażniący. Jednak na które kosmetyki warto zwrócić uwagę?

tołpa, płyn micelarny do mycia twarzy i oczu
Słynny i polecany wszędzie produkt. Strzał w dziesiątkę! Płyn do demakijażu z naturalnym składem, bardzo wydajny (miałam pojemność 200ml, ale jest też większa - 400ml) i świetnie oczyszczający twarz. Radzi sobie z każdym makijażem, a po użyciu czujemy przyjemne odświeżenie. Nie powodował ściągnięcia skóry, podrażnienia ani alergii. Jednak nie polecam do demakijażu oczu, może powodować lekkie szczypanie. Cena to 27,99 zł (na stronie producenta) za mniejszą pojemność. Warto wypróbować, jest o wiele mniej agresyjny niż Garnier (różowa wersja) czy BeBeauty z Biedronki.

tołpa, żel do demakijażu oczu
Żel ma lekko lejącą konsystencje i wystarcza na długo (pojemność 150 ml). Jednak mnie nie zachwycił, ciężko zmywał makijaż, trzeba było większej mechanicznej siły, a to powodowało łamanie/wypadanie rzęs. Dodatkowo odczuwałam pieczenie oczu. Cena to ok. 23 zł, nie kupię ponownie.

tołpa, żel do mycia twarzy i oczu
Zacznijmy od świetnej buteleczki z pompką, wystarczy jedna aby świetnie oczyścić całą twarz. Żel był delikatny i nie podrażniał okolicy oczu. Dobrze domywał resztki makijażu, nie pozostawiając uczucia ściągnięcia skóry. Nie powodował alergii, nie zapychał i pozostawiał przyjemne uczucie czystej skóry. Obok płynu micelarnego również jeden z popularniejszych kosmetyków tej marki. Był w porządku, ale nie zauważyłam poprawy kondycji skóry. Kosztuje 27,99 zł (na tolpa.pl) za 195 ml.

tołpa, tonik-serum 2w1
Tonik jest w porządku, chociaż oczekiwałam czegoś bardziej kojącego. Nie powoduje uczucia ściągnięcia, podrażnień czy uczulenia. Używałam go zarówno rano i wieczorem. Czuć przyjemne odświeżenie. Nie pozostawia lepkiej warstwy, dobrze tonizuje i nawilża. Kosztuje 27,99 zł (na tolpa.pl) za 200 ml.


Na koniec zostały upiększająca maska oczyszczająca i maska-peeling hydroenzymatyczny. Obie mogę zdecydowanie polecić, od razu po zastosowaniu widać efekty. Skóra jest nawilżona, wygładzona i uspokojona. Niebieska wersja jest moim ulubieńcem:) Kosztują ok. 7 zł za saszetki 2x6 ml.

Dajcie znać czy testowałyście kosmetyki z tej serii? Co myślicie na temat bardziej naturalnej pielęgnacji?
Do zobaczenia:)







poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Rossmannowe szaleństwo

Hejka:)
Ostatnio na dobre rozpoczął się sezon wyprzedaży i rabatów kosmetycznych. W Hebe jest 1+1 w ramach tej samej marki, w Naturze procentowe zniżki i słynne -49% (a nawet -55%) w Rossmannie. Szał i zachowanie niektórych nie ma granic, ale z drugiej strony każdy chce trochę zaoszczędzić, a nie oszukujmy się kosmetyki to drogi biznes (szczególnie dla pasjonatki). Chociaż i tak nic nie przebije sytuacji z krakowskiego Lidla:)

W Naturze polowałam na zapasy cieni Kobo (szczególnie szukałam odpowiedniego cielistego matu, akurat nie ma go na zdjęciu), kupiłam też polecany bronzer z MySecret i konturówkę Lovely, w ciepłym, różowym odcieniu (zdjęcie trochę przekłamuje kolor). W Hebe jeszcze nie byłam, chociaż poluję na szafy Hean i Catrice. W stacjonarnym Rossmannie kupiłam fioletową kredkę i cień w kremie z Bell, a resztę zakupów robiłam przez internet. Na szczęście kosmetyki były nowe i nie dotykane, bo słyszałam historie, że trzeba było je wymieniać. Nie udało mi się tylko dostać słynnej już czekoladki z Lovely i kilku lakierów do paznokci. Jestem chyba ostatnią osobą na świecie, która nie próbowała tego tuszu z Lovely i nie miała ciśnienia na zestawy pomadek K lips:) Z nowości wybrałam piękną paletkę rozświetlaczy z Wibo. Postanowiłam wypróbować też bazę z Lirene i podkład Fit Me w kolorze 105. Żel do brwi udało mi się dostać do testowania dzięki stronie Wizaz (polecam brać udziały w konkursach:). Już niedługo recenzje:) Wybaczcie trochę nieudolne swatche, ale ciągle się uczę jak je fotografować:)

Wibo Star Shine Shimmers Kit, od góry Star Dust (złoty, opalizujący na niebiesko - mój ulubieniec), Magic Heaven (srebrny), Glam&Bright (fiolet, opalizujący na niebiesko), Diamond Shine (białe złoto, opalizujące na różowo), Royal Crown (zielony, opalizujący na złoto) i Precious (różowy, opalizujący na złoto i fiolet).
Od góry: kredka do ust Lovely, kredka Bell 40, cień w kremie Bell 01, Kobo 114 Aubergine, Kobo 139 Chocolate Sweets (brakuje 145 Sandy Beach, matowy i cielisty), MySecret Face'n'Body Bronzing Powder i Wibo róż Smooth'n wear 6.
Od góry: Maybelline Affinitone 03 Light Sand Beige (niestety wtopiłam, bo ma w sobie mikro drobinki, wygląda jak rozświetlacz w płynie), Maybelline Fit Me 105 Natural Ivory i Revlon 150 Buff dla porównania.
 
Dajcie znać, jak tam wasze promocyjne łowy:)

czwartek, 5 stycznia 2017

Kremy Ziaja i Himalaya Herbals

Hej:)
Ostatnio blog i Instagram świeciły pustakami, a lubię się tym zajmować i dzielić się opiniami o kosmetykach (w końcu mogę się o tym trochę wygadać:).
 
Dzisiaj recenzja dwóch kremów. Zacznę może od Himalaya Herbals. Kupiłam ten krem na promocji w Rossmannie, za ok. 6zł. Słyszałam pozytywy o kremie antyseptycznym z tej marki (jeśli używałyście, dajcie znać) więc czemu by nie spróbować kremu (a raczej balsamu, jak określa go producent) nawilżającego? Niestety się rozczarowałam. Krem ma dość gęstą konsystencje, przyjemny zapach i szybko się wchłania. Jednak nie odczułam nawilżenia ani poprawy kondycji skóry. Używałam go głównie na noc, ale na dzień pod makijaż też się nadaje. Jest wydajny, zostało mi go dość sporo, ale będę pewnie używać go do ciała. 
Drugim produktem jest krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc Ziaja. Znalazłam pozytywne opinie o nim, jako dobrym do cery tłustej/mieszanej. Zawiera kwas migdałowy (a w przypadku tych typów cery kwasy są wskazane) i ekstrakt z liści Manuka (mają działanie antybakteryjne). Ma trochę żelową i lejącą konsystencje, ale jest wydajny. Ładnie poprawia koloryt skóry, zauważyłam też, że skóra jest jakby ukojona, bardziej napięta i niedoskonałości szybciej się goją. Stosuję go już od miesiąca i jestem bardzo zadowolona. Skład nie jest powalający, bo najważniejsze składniki znajdują się na odległych pozycjach, ale i tak jest warty uwagi. Kosztował ok. 9zł.
Używałyście któregoś z tych kremów?:)