piątek, 20 kwietnia 2018

Krem pod oczy z naturalnym składem - Make Me Bio

Hej dziewczyny!

Dzisiejszy post dotyczy nawilżającego kremu pod oczy z Make Me Bio. Mam cienką i wymagającą skórę pod oczami, z dużymi zasinieniami, dlatego na noc potrzebuję bardziej treściwego kremu. Po przeczytaniu kilku dobrych opinii postanowiłam wypróbować wersję z ekstraktem z ogórka.

Zacznę od konsystencji, która jest lekka, szybko się wchłania, ale pozostawia delikatnie lepką warstwę. Dlatego idealnie nadaje się do stosowania pod makijaż. Jeśli chodzi o nakładanie go na noc, to nie zapewnia odpowiedniego nawilżenia i zazwyczaj łączę go z olejkami np. różanym. Dużym rozczarowaniem są też obietnice producenta, czyli ujędrnienie skóry pod oczami, redukcja oznak zmęczenia czy obrzęków. Minimalnie da się zauważyć przy porannym użyciu, że skóra wygląda na bardziej odżywioną i rozświetloną (dzięki zawartości ekstraktu z ogórka). Nie spowodował też alergii ani podrażnienia. Ma delikatny, ledwo wyczuwalny zapach.

Jeśli chodzi o skład to jest w porządku. Oprócz konserwantów, znajdziemy w nim masło Shea, olej ze słodkich migdałów i makadamia, witaminę E, ekstrakt z ogórka, olejek z róży damasceńskiej i składniki zapachowe (naturalnie występujące w olejkach eterycznych). Ma bardzo praktyczne i higieniczne opakowanie z pompką. Jest też bardzo wydajny, bo używam go od listopada i nadal się nie skończył. Opakowanie zawiera 15ml i możemy go kupić za ok. 36zł (najtaniej 31,84zł z wysyłką).

Niestety jestem mocno zawiedziona tym produktem, mimo że dobrze sprawdza się pod makijaż, to oczekiwałam lepszego nawilżenia. Myślę że cena 36 zł jest trochę przesadzona, bo nie zauważyłam różnicy między tym produktem a tańszymi kremami np. z Ziaji.

Dajcie znać czy próbowałyście tego kremu pod oczy? A może macie swoich ulubieńców?:)

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Zestaw pędzli z Aliexpress - miękkość Zoevy?!

Dzień dobry!
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać kolejny zestaw pędzli z AliExpress. Tym razem wybrałam markę EGG i zestaw, którym możemy wykonać cały makijaż. Jeśli zastanawiacie się czy warto je zamówić, to zapraszam do czytania dalej!

Zestaw składa się z 11 sztuk. Pędzle są porządnie wykonane, mają metalowe skuwki i drewniane trzonki z wtłoczonym logo. Włosie jest syntetyczne i bardzo miękkie, ale dość śliskie, dlatego produkty pudrowe czy wypiekane dają delikatniejszy efekt. Szczególnie miałam problem z nabieraniem rozświetlacza. Lepiej wypadają tu pędzle to oczu, bo tu tego problemu nie ma, a pędzelek do brwi jest bardzo cienki i precyzyjny. Włosie łatwo się domywa, szybko wysycha i nie wypada (a mam ten zestaw od ponad 4 miesięcy). Nie było także nieprzyjemnego zapachu. Trzonki są trochę mniejsze niż przeciętnych pędzli, dlatego świetnie sprawdzają się w podróży.

Jeśli chodzi o kształty, to nie będę ich szczegółowo omawiać, bo większość z nich jest bardzo uniwersalna i ich zastosowanie zależy od upodobania:) Znajdziemy tu kompletny zestaw do wykonania makijażu, zaczynając od pędzla do podkładu kończąc na małym i precyzyjnym do detali. Kształty są dobrze przemyślane i myślę że, będzie to wystarczający zestaw na początek.

Aktualnie dostępna jest wersja składająca się z 8 pędzli lub możliwość kupienia ich osobno (najbardziej spodobały mi się pędzle skośny do brwi i kulkowy). Jednak cena jest mocno przesadzona i warto czekać na zniżkę. Za swój zestaw zapłaciłam ok. 40zł, chociaż jakość trochę mnie rozczarowała, patrząc na cenę przed promocją. Oceniłabym go jako dobry, który sprawdza się w przypadku podróżowania czy na początek zabawy z makijażem. Jednak znalazłam kilka innych zestawów, które za tę samą cenę są jakości porównywalnej do pędzli np. GlamBrush (ale o tym w kolejnym wpisie:).

Dajcie znać czy macie swoją ulubioną markę pędzli? A może to właśnie te z Ali świetnie Wam się sprawdzają? Dla Ali-holiczek polecam także poprzedni post pędzlach Docolor:)

piątek, 6 kwietnia 2018

Włoska marka kosmetyków mineralnych - Neve Cosmetics

Hej dziewczyny!

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić włoską markę kosmetyków mineralnych - Neve Cosmetics. Słyszałam wiele pozytywnych opinii o wpływie minerałów na cerę, dlatego zdecydowałam się na zakup 2 produktów - pudru matującego i cienia. Jeśli jesteście ciekawe, jak się sprawdziły to zapraszam do czytania dalej!

Zacznijmy od kilku ogólnych informacji. Neve Cosmetics to marka włoska, która powstała w 2009r. i zajmuje się produkcją kosmetyków o naturalnych składach. Nie testuje na zwierzętach i jest przyjazna dla wegetarian i wegan. Ich produkty nie zawierają silikonów, parabenów i parafiny. Dodatkowo marka wspiera organizacje charytatywne i schroniska dla zwierząt, za co wielki plus:)

Zacznę może od pudru matującego - Translucent Mineal Powder Matte
Niestety nie jest to produkt, zapewniający mat na długie godziny. Na mojej tłustej cerze utrzymuje się on do ok. 4-5h. Jednak uwielbiam efekt, jaki daje na skórze. Cera jest rozświetlona, wygląda świeżo i naturalnie. Dodatkowo nie podkreśla suchych skórek, nie przesusza i ładnie wygładza pory. Nie zapychał ani nie powodował powstawania niedoskonałości. Nie bieli skóry i jest bardzo wydajny. W jego skład wchodzi mika i kaolin. Jest bardzo drobno zmielony i idealnie się rozciera. Opakowanie jest trochę problematyczne, bo trzeba uważać, żeby je dokładnie zakręcać. Znajduje się w nim 4g produktu (uwaga przy otwieraniu, bo jest wypełnione po brzegi!). Możemy znaleźć go w drogeriach internetowych, ja kupowałam TU. Kosztuje ok. 56zł.

Mineralny cień Chimera (wkład)
Marka w swojej ofercie ma bardzo duży wybór cieni, o różnych wykończeniach. Wybrałam duochrom o fioletowej bazie, zawierający różowe i złote drobinki, jak na fankę wszystkiego co fioletowe przystało:) Cień jest miękki, przyjemny w aplikacji i ma świetną pigmentację. Najlepiej nakładać go palcem, na mokrą powiekę (na korektor albo klej do brokatu). Może się jednak osypywać, dlatego warto dokładać go w małej ilości i delikatnie wklepywać. Nie znika z powieki i jest idealny do urozmaicenia dziennego makijażu. Dodatkowo otrzymujemy aż 3g (standardowy wkład ma 1,8g!). Duży plus także za świetne zdjęcia swatchy, wszystkie cienie znajdziecie TU. Kosztuje 29,90zł.

Jak na razie jestem bardzo zadowolona z produktów Neve Cosmetics. Na pewno chętnie wypróbuję kolejne cienie, szczególnie jestem ciekawa matowych.
Chciałabym wspomnieć także o sklepie internetowym Kremoteka, bo otrzymałam także 2 próbki podkładów i cieni sypkich z Neve, a wysyłka do paczkomatu jest darmowa za zamówienia od 59zł. Od razu sprostuję - za produkty zapłaciłam sama i wspominam o tym sklepie, bo Pani z obsługi nawet zdzwoniła zapytać o odcień cery, aby dobrać podkład:) A takie dbanie o klienta powinniśmy doceniać:)

Dajcie znać czy próbowałyście kosmetyków z Neve, a może nie znałyście tej marki?
Zostawiajcie także linki do blogów, chętnie poczytam i skomentuje:)

środa, 31 stycznia 2018

Ulubieńcy roku 2017 - Nacomi, Pierre Rene, Bell HypoAllergenic i L'Oreal

Hej dziewczyny!

Ostatni dzień stycznia to doskonały czas na ulubieńców roku 2017, prawda? Wybrałam 7 produktów, których jakości jestem pewna i regularnie do nich wracam. Dodatkowo są to produkty przystępne cenowo i często objęte promocjami. Jeśli jesteście ciekawe, to zapraszam do czytania dalej!
A na blogu Ania Maluje jest cykl postów, w których dziewczyny zgłaszają swoje kosmetyczne hity, zachęcam do poczytania!

* olej z czarnuszki, Nacomi - polecam wszystkim ze skórą mieszaną/tłustą i problematyczną. Nakładam go na noc, w różnych kombinacjach (jako dodatek do kremu, serum lub mieszając z kwasem hialuronowym). Nieraz uratował moją skórę od nadmiernego przesuszenia. Świetnie sprawdzi się też stosowany punktowo na niedoskonałości, przyspieszając ich gojenie i pomaga w regeneracji skóry. Jest to produkt na tyle uniwersalny, że można go wykorzystać także na włosy (do olejowania czy dodając do szamponów/odżywek). Dodatkowo może wspomagać porost włosów (na razie testuję słynny Jantar, ale dajcie znać jeśli tak stosowałyście) lub zapobiegać powstawaniu łupieżu czy niedoskonałości skóry głowy. Z powodzeniem może być także stosowany wewnętrznie - wzmacnia odporność, zwalcza przeziębienie, wspomaga układ pokarmowy i nerwowy. Kosztuje ok. 15zł za 30ml. Nie bez powodu nazywana złotem faraonów:)

* balsam do ust Reve de Miel, Nuxe - mimo testowania wielu balsamów, ten zawsze pozostaje numerem jeden. Już po pierwszym użyciu usta są nawilżone. Zawiera naturalny skład, ponad 80% (wosk pszczeli, masło Shea, olejek ze słodkich migdałów, miód), regeneruje i odżywia usta. Ma zbitą i gęstą konsystencję, dlatego głównie nakładam go na noc (z czasem mogą pojawić się grudki, przez dużą zawartość miodu). Możemy kupić go aptekach, kosztuje ok. 40zł za 15ml, ale jest bardzo wydajny. Pełna recenzja TU

* podkład Skin Balance, Pierre Rene - testowałam go w wielu okolicznościach i za każdym razem wyglądał pięknie i nie ścierał się z twarzy. Ma dość gęstą, kremową konsystencję i zapewnia bardzo dobre krycie. Nie przesusza cery, nie zapycha i ładnie stapia się ze skórą. Cera wygląda bardzo naturalnie, a koloryt jest ujednolicony. Używam odcienia nr 20 Champagne (jaśniejszy niż Revlon 150 Buff). Kosztuje ok. 30 zł (ale często jest na promocji), stacjonarnie dostępny w Naturze.

* kredki Long Wear Eye Pencil, Bell HypoAllergenic - długotrwałe i zastygające kredki do oczu. Mają miękką konsystencje, łatwo możemy je rozcierać, mają świetną pigmentację i długo utrzymują się na linii wodnej. Dostępne jest 6 kolorów (mam brązową i fioletową). Dodatkowo są automatyczne (czy tylko ja nienawidzę strugania kredek?) i kosztują ok. 12zł. Dostępne w Rossmannie.

* pomadki matowe Mat Liquid Lipstick by Marcelina, Bell HypoAllergenic - kupiłam je przypadkiem, szukając ładnego dziennego koloru. Okazały się świetne! Mają bardzo komfortową formułę, nie wysuszają ust i długo się utrzymują, nawet po posiłku. Zastygają na całkowity mat, ale dość szybko trzeba z nimi pracować. Jeśli pomadki z Golden Rose za bardzo wysuszają Wam usta, to te będą świetną alternatywą. Do wyboru jest 10 kolorów, kosztują ok. 20zł, dostępne w Rossmannie i Hebe.

* tusz Paradise Extatic, L'Oreal - zdecydowanie najlepszy tusz, jakiego próbowałam. Uważany jest za zamiennik kultowego tuszu Better Than Sex z Too Faced, ze względu na podobny kształt szczoteczki. Bardzo ładnie rozdziela rzęsy i je pogrubia. Ma zastygającą formułę, przez co nie odbija się na powiekach ani nie kruszy pod koniec dnia. Jest to pierwszy tusz, który faktycznie zapewnia objętość i ładnie rozdziela rzęsy. Ma tradycyjną szczoteczkę. Kosztuje ok. 40zł, do kupienia w Rossmannie. Pełna recenzja TU

* spiralki - co prawda zalicza się je do akcesoriów kosmetycznych, ale używam ich codziennie. Świetnie sprawdzają się do przeczesywania brwi i rzęs czy nakładania na nie np. olejku rycynowego na noc. Kosztują ok. 5zł za 50szt. na AliExpress, zamawiałam TU.

Dajcie znać jakie Wy macie ulubione produkty? A może też zrobiłyście taki wpis na blogu - zostawcie link, chętnie poczytam i skomentuje:)
Do zobaczenia!

piątek, 26 stycznia 2018

Zapachy od Avon - świetna jakość czy rozczarowanie?

Hej dziewczyny!

Dzisiejszy post będzie dotyczył dwóch nowych zapachów od Avon. Jednak skupię się bardziej na jakości niż na zapachu, bo to bardzo indywidualna kwestia:) Jeśli jesteście ciekawe, jakie nowości będą dostępne w lutym, to zapraszam do czytania dalej!

Zapach z linii Confidence łączy kwiat Frangipani z owocami i słodkimi nutami waniliowo-drzewnymi. Zdecydowanie wyczuwamy w nim wanilię. Jest słodki, świeży i idealnie sprawdzi się na co dzień. Obawiałam się mdłego i duszącego zapachu, ale ten jest bardzo przyjemny. Opakowanie jest bardzo ładne i wygląda na luksusowe. Świetnie sprawdzi się jako prezent dla wielbicielki słodkich i delikatnych zapachów.

Drugim zapachem z linii Eve jest Alluring. Bardzo zachęcił mnie opis i zdecydowanie od razu stał się ulubieńcem! Łączy aromat kwiatu Neroli i czerwonych owoców na bazie piżma. Jest bardziej orzeźwiający i lepiej sprawdzi się na wieczór.

Sceptycznie podchodziłam do jakości Avon, ale oba zapachy wytrzymują do ok. 5h (na włosach trochę dłużej). Warto zaznaczyć, że jest to woda perfumowana. Nie wyczuwamy w nich także alkoholu, jak w niektórych przypadkach tańszych zapachów. Atomizer rozprowadza ładną mgiełkę. Dostępne są także w wersjach perfumetki, jednak jakość wykonania opakowania nie jest najlepsza i obawiałabym się nosić ją w torebce (problem ze zbyt luźną zatyczką). Dostępne na stronie Avon, cena w zestawie z perfumetką i balsamem do ciała to 59,90zł (50ml perfum). Plus za możliwość zamówienia próbek:)

Lubicie zapachy od Avon? A może macie swoich ulubieńców i rzadko sięgacie po inne?
Zostawiajcie linki do blogów, chętnie poczytam i skomentuje:)
Do zobaczenia!

piątek, 19 stycznia 2018

Kremowe pomadki Avon - opinia i swatche aż 16 kolorów!

Hej dziewczyny!
Ostatnio w ramach testowania z Wizaz.pl i Avon otrzymałam paczkę aż 16 kremowych pomadek, więc czas na recenzję! Jeśli jesteście ciekawe czy warto się nimi zainteresować, to zapraszam do czytania dalej:)

Zazwyczaj sięgam po matowe pomadki ze względu na ich trwałość, ale produkt od Avon pozytywnie mnie zaskoczył. Pomadka ma kremową i miękką konsystencję, co ułatwia aplikację. Polecam jednak użycie konturówki (dobrze sprawdza się także ta transparentna z Golden Rose), bo może rozlewać się poza kontur ust. Jednak tak dzieje się zazwyczaj z każdą kremową pomadką.

Najbardziej zaskoczyła mnie bardzo dobra pigmentacja (wystarczy jedna, cienka warstwa) i trwałość, bo kolor jakby delikatnie barwi usta. Pomadka ładnie się zjada i wytrzymuje do ok. 3h. Kolejnym plusem jest duży wybór kolorów, dostępnych jest ich aż 17 - zaczynając od naturalnych, aż po niebieski czy fiolety (występuje też kilka perłowych odcieni, więc zaznaczyłam to w opisach, ale drobinki są bardzo słabo widoczne). Niestety aparat trochę przekłamuje kolory, więc bardziej sugerowałabym się opisem. W cenie regularniej kosztuje 26zł, jednak aktualnie jest na promocji za 15,99zł. Opakowanie jest w porządku, można nosić w torebce bez obaw.
Jedynymi minusami są słabe właściwości nawilżające i dostępność jedynie poprzez stronę internetową.

Od góry: Blue Suede (granat wpadający w fiolet), Street Style (trupi kolor, podobny do słynnej 10 z Golden Rose), Blushing Beauty (typowy odcień brudnego różu), Rosy Outlook (delikatny nude, w ciepłym odcieniu), Wink of Pink (bardzo jasny, lekko różowy w ciepłej tonacji, perłowy), Nude Atitude (bardzo jasny nude).

Od góry: Spellbound (ciemny, żywy fiolet), Sweet Taffy (ciepły, pastelowy fiolet), Luv U (malinowy, ale perłowy lekko opalizujący na niebiesko/fioletowo), Be Loud (neonowy różowy), Pink Punch (neonowy róż, ale cieplejszy z czerwonym pigmentem).

Od góry: Sangria Shock (głęboki, bordowy odcień), Extreme Mauve (uniwersalny malinowy), Heartbreaker (perłowa, ciemna czerwień), Red Extreme (typowa, klasyczna czerwień), Berry Bold (perłowa klasyczna czerwień).

Podsumowując, jeśli lubicie kremowe pomadki, a nadal nie znalazłyście ideału to polecam je wypróbować. Warto zainteresować się szczególnie odcieniami Blushing Beauty i Rosy Outlook, bardzo uniwersalnymi.

Dajcie znać czy zmawiacie kosmetyki z Avon i może macie jakiś ulubieńców? Ja byłam sceptycznie nastawiona do jakości tych produktów, ale formuła i pigmentacja bardzo mnie zaskoczyły:)

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Balsam myjący Czarszka - idealny produkt dla posiadaczek cery tłustej/trądzikowej?

Hej dziewczyny!
Chciałabym Wam przedstawić w pełni naturalny, wydajny i w dobrej cenie produkt do demakijażu, a dokładniej do dwuetapowego oczyszczania twarzy. Ta metoda polega na oczyszczeniu twarzy najpierw kosmetykiem na bazie olejków, a kolejno użyciu produktu na bazie wody. Dzięki temu mamy pewność, że cera jest dokładnie oczyszczona.
W tym celu postanowiłam wypróbować balsam myjący stworzony przez Czarszkę. Zwykle z rezerwą podchodzę do kosmetyków polecanych/stworzonych przez znane blogerki, ale Paulina imponuje swoją wiedzą na temat naturalnej pielęgnacji, więc postanowiłam zaryzykować. Jeśli jesteście ciekawe, jak się sprawdził to zapraszam do czytania dalej!

Kupiłam balsam regulujący przeznaczony dla cery tłustej/zanieczyszczonej, zawierający m.in. olejek laurowy, tamanu i z czarnuszki. Skład jest bardzo krótki, w pełni naturalny, bez zbędnych dodatków, mający także dodatkowo wspomagać leczenie i gojenie się zmian trądzikowych. Produkt ma masełkowatą konsystencję, która pod wpływem ciepła rąk przekształca się w olejek (nie spływający z twarzy, jak w przypadku tradycyjnej metody OCM). Ma dość silny, ziołowy zapach.

Balsam świetnie zmywa makijaż, ale ze względu na występowanie olejków eterycznych lepiej nie używać go do demakijażu oczu. Cera po użyciu jest dobrze oczyszczona, miękka i bez wrażenia ściągnięcia skóry. Nie zauważyłam jednak efektów, jeśli chodzi o zmniejszenie wyprysków czy oczyszczenie porów. Mimo to, balsam pozostawia przyjemne uczucie nawilżenia. Produkt także nie powodował zapychania (a moja skóra jest pod tym względem bardzo wrażliwa), ale trzeba go bardzo dokładnie zmywać. Do usunięcia olejku możemy użyć każdego produktu myjącego na bazie wody. Mi świetnie sprawdza się mydełko Aleppo (aktualnie używam tego o 5% stężeniu olejku laurowego). Czasem zdarza mi się jednak przemyć twarz nawet 2/3 razy, aby pozbyć się tłustego filmu na skórze. Nie mogę się doczekać także wypróbowania gąbeczki Konjac do tego celu (dajcie znać, czy używałyście tych gąbeczek, bo słyszałam mieszane opinie).

Balsam można kupić jedynie na stronie Czarszki i kosztuje 60zł (wysyłka jest darmowa). Do wyboru są 3 wersje - ultrawrażliwy, aksamitny i regulujący. W pojemniczku znajduje się 100ml produktu, który powinien wystarczyć na min. 2 miesiące codziennego używania, ale to myślę że jest o wiele bardziej wydajny. Dodatkowo jest to produkt odpowiedni dla wegetarian i wegan.
Jeśli chciałybyście wypróbować ten balsam, to w każdą sobotę jest dostawa do sklepu (produkt wykonywany w 100% ręcznie, więc zapas jest ograniczony, a znika bardzo szybko :). Na stronie można znaleźć także metody zmywania czy masażu twarzy przy pomocy tego balsamu.

Skład: Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Olea europaea (Olive) Fruit Oil, Laurus Nobilis (Bay Leaf) Oil, Calophyllum Inophyllum (Tamanu) Oil, Nigella Sativa (Black Cumin) Oil, Eucalyptus Radiata Leaf Oil, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil.

Dajcie znać jakich produktów używacie do demakijażu (szczególnie jeśli jesteście posiadaczkami skory tłustej) i czy miałyście okazje wypróbować balsam Czarszki?:)