środa, 31 stycznia 2018

Ulubieńcy roku 2017 - Nacomi, Pierre Rene, Bell HypoAllergenic i L'Oreal

Hej dziewczyny!

Ostatni dzień stycznia to doskonały czas na ulubieńców roku 2017, prawda? Wybrałam 7 produktów, których jakości jestem pewna i regularnie do nich wracam. Dodatkowo są to produkty przystępne cenowo i często objęte promocjami. Jeśli jesteście ciekawe, to zapraszam do czytania dalej!
A na blogu Ania Maluje jest cykl postów, w których dziewczyny zgłaszają swoje kosmetyczne hity, zachęcam do poczytania!

* olej z czarnuszki, Nacomi - polecam wszystkim ze skórą mieszaną/tłustą i problematyczną. Nakładam go na noc, w różnych kombinacjach (jako dodatek do kremu, serum lub mieszając z kwasem hialuronowym). Nieraz uratował moją skórę od nadmiernego przesuszenia. Świetnie sprawdzi się też stosowany punktowo na niedoskonałości, przyspieszając ich gojenie i pomaga w regeneracji skóry. Jest to produkt na tyle uniwersalny, że można go wykorzystać także na włosy (do olejowania czy dodając do szamponów/odżywek). Dodatkowo może wspomagać porost włosów (na razie testuję słynny Jantar, ale dajcie znać jeśli tak stosowałyście) lub zapobiegać powstawaniu łupieżu czy niedoskonałości skóry głowy. Z powodzeniem może być także stosowany wewnętrznie - wzmacnia odporność, zwalcza przeziębienie, wspomaga układ pokarmowy i nerwowy. Kosztuje ok. 15zł za 30ml. Nie bez powodu nazywana złotem faraonów:)

* balsam do ust Reve de Miel, Nuxe - mimo testowania wielu balsamów, ten zawsze pozostaje numerem jeden. Już po pierwszym użyciu usta są nawilżone. Zawiera naturalny skład, ponad 80% (wosk pszczeli, masło Shea, olejek ze słodkich migdałów, miód), regeneruje i odżywia usta. Ma zbitą i gęstą konsystencję, dlatego głównie nakładam go na noc (z czasem mogą pojawić się grudki, przez dużą zawartość miodu). Możemy kupić go aptekach, kosztuje ok. 40zł za 15ml, ale jest bardzo wydajny. Pełna recenzja TU

* podkład Skin Balance, Pierre Rene - testowałam go w wielu okolicznościach i za każdym razem wyglądał pięknie i nie ścierał się z twarzy. Ma dość gęstą, kremową konsystencję i zapewnia bardzo dobre krycie. Nie przesusza cery, nie zapycha i ładnie stapia się ze skórą. Cera wygląda bardzo naturalnie, a koloryt jest ujednolicony. Używam odcienia nr 20 Champagne (jaśniejszy niż Revlon 150 Buff). Kosztuje ok. 30 zł (ale często jest na promocji), stacjonarnie dostępny w Naturze.

* kredki Long Wear Eye Pencil, Bell HypoAllergenic - długotrwałe i zastygające kredki do oczu. Mają miękką konsystencje, łatwo możemy je rozcierać, mają świetną pigmentację i długo utrzymują się na linii wodnej. Dostępne jest 6 kolorów (mam brązową i fioletową). Dodatkowo są automatyczne (czy tylko ja nienawidzę strugania kredek?) i kosztują ok. 12zł. Dostępne w Rossmannie.

* pomadki matowe Mat Liquid Lipstick by Marcelina, Bell HypoAllergenic - kupiłam je przypadkiem, szukając ładnego dziennego koloru. Okazały się świetne! Mają bardzo komfortową formułę, nie wysuszają ust i długo się utrzymują, nawet po posiłku. Zastygają na całkowity mat, ale dość szybko trzeba z nimi pracować. Jeśli pomadki z Golden Rose za bardzo wysuszają Wam usta, to te będą świetną alternatywą. Do wyboru jest 10 kolorów, kosztują ok. 20zł, dostępne w Rossmannie i Hebe.

* tusz Paradise Extatic, L'Oreal - zdecydowanie najlepszy tusz, jakiego próbowałam. Uważany jest za zamiennik kultowego tuszu Better Than Sex z Too Faced, ze względu na podobny kształt szczoteczki. Bardzo ładnie rozdziela rzęsy i je pogrubia. Ma zastygającą formułę, przez co nie odbija się na powiekach ani nie kruszy pod koniec dnia. Jest to pierwszy tusz, który faktycznie zapewnia objętość i ładnie rozdziela rzęsy. Ma tradycyjną szczoteczkę. Kosztuje ok. 40zł, do kupienia w Rossmannie. Pełna recenzja TU

* spiralki - co prawda zalicza się je do akcesoriów kosmetycznych, ale używam ich codziennie. Świetnie sprawdzają się do przeczesywania brwi i rzęs czy nakładania na nie np. olejku rycynowego na noc. Kosztują ok. 5zł za 50szt. na AliExpress, zamawiałam TU.

Dajcie znać jakie Wy macie ulubione produkty? A może też zrobiłyście taki wpis na blogu - zostawcie link, chętnie poczytam i skomentuje:)
Do zobaczenia!

piątek, 26 stycznia 2018

Zapachy od Avon - świetna jakość czy rozczarowanie?

Hej dziewczyny!

Dzisiejszy post będzie dotyczył dwóch nowych zapachów od Avon. Jednak skupię się bardziej na jakości niż na zapachu, bo to bardzo indywidualna kwestia:) Jeśli jesteście ciekawe, jakie nowości będą dostępne w lutym, to zapraszam do czytania dalej!

Zapach z linii Confidence łączy kwiat Frangipani z owocami i słodkimi nutami waniliowo-drzewnymi. Zdecydowanie wyczuwamy w nim wanilię. Jest słodki, świeży i idealnie sprawdzi się na co dzień. Obawiałam się mdłego i duszącego zapachu, ale ten jest bardzo przyjemny. Opakowanie jest bardzo ładne i wygląda na luksusowe. Świetnie sprawdzi się jako prezent dla wielbicielki słodkich i delikatnych zapachów.

Drugim zapachem z linii Eve jest Alluring. Bardzo zachęcił mnie opis i zdecydowanie od razu stał się ulubieńcem! Łączy aromat kwiatu Neroli i czerwonych owoców na bazie piżma. Jest bardziej orzeźwiający i lepiej sprawdzi się na wieczór.

Sceptycznie podchodziłam do jakości Avon, ale oba zapachy wytrzymują do ok. 5h (na włosach trochę dłużej). Warto zaznaczyć, że jest to woda perfumowana. Nie wyczuwamy w nich także alkoholu, jak w niektórych przypadkach tańszych zapachów. Atomizer rozprowadza ładną mgiełkę. Dostępne są także w wersjach perfumetki, jednak jakość wykonania opakowania nie jest najlepsza i obawiałabym się nosić ją w torebce (problem ze zbyt luźną zatyczką). Dostępne na stronie Avon, cena w zestawie z perfumetką i balsamem do ciała to 59,90zł (50ml perfum). Plus za możliwość zamówienia próbek:)

Lubicie zapachy od Avon? A może macie swoich ulubieńców i rzadko sięgacie po inne?
Zostawiajcie linki do blogów, chętnie poczytam i skomentuje:)
Do zobaczenia!

piątek, 19 stycznia 2018

Kremowe pomadki Avon - opinia i swatche aż 16 kolorów!

Hej dziewczyny!
Ostatnio w ramach testowania z Wizaz.pl i Avon otrzymałam paczkę aż 16 kremowych pomadek, więc czas na recenzję! Jeśli jesteście ciekawe czy warto się nimi zainteresować, to zapraszam do czytania dalej:)

Zazwyczaj sięgam po matowe pomadki ze względu na ich trwałość, ale produkt od Avon pozytywnie mnie zaskoczył. Pomadka ma kremową i miękką konsystencję, co ułatwia aplikację. Polecam jednak użycie konturówki (dobrze sprawdza się także ta transparentna z Golden Rose), bo może rozlewać się poza kontur ust. Jednak tak dzieje się zazwyczaj z każdą kremową pomadką.

Najbardziej zaskoczyła mnie bardzo dobra pigmentacja (wystarczy jedna, cienka warstwa) i trwałość, bo kolor jakby delikatnie barwi usta. Pomadka ładnie się zjada i wytrzymuje do ok. 3h. Kolejnym plusem jest duży wybór kolorów, dostępnych jest ich aż 17 - zaczynając od naturalnych, aż po niebieski czy fiolety (występuje też kilka perłowych odcieni, więc zaznaczyłam to w opisach, ale drobinki są bardzo słabo widoczne). Niestety aparat trochę przekłamuje kolory, więc bardziej sugerowałabym się opisem. W cenie regularniej kosztuje 26zł, jednak aktualnie jest na promocji za 15,99zł. Opakowanie jest w porządku, można nosić w torebce bez obaw.
Jedynymi minusami są słabe właściwości nawilżające i dostępność jedynie poprzez stronę internetową.

Od góry: Blue Suede (granat wpadający w fiolet), Street Style (trupi kolor, podobny do słynnej 10 z Golden Rose), Blushing Beauty (typowy odcień brudnego różu), Rosy Outlook (delikatny nude, w ciepłym odcieniu), Wink of Pink (bardzo jasny, lekko różowy w ciepłej tonacji, perłowy), Nude Atitude (bardzo jasny nude).

Od góry: Spellbound (ciemny, żywy fiolet), Sweet Taffy (ciepły, pastelowy fiolet), Luv U (malinowy, ale perłowy lekko opalizujący na niebiesko/fioletowo), Be Loud (neonowy różowy), Pink Punch (neonowy róż, ale cieplejszy z czerwonym pigmentem).

Od góry: Sangria Shock (głęboki, bordowy odcień), Extreme Mauve (uniwersalny malinowy), Heartbreaker (perłowa, ciemna czerwień), Red Extreme (typowa, klasyczna czerwień), Berry Bold (perłowa klasyczna czerwień).

Podsumowując, jeśli lubicie kremowe pomadki, a nadal nie znalazłyście ideału to polecam je wypróbować. Warto zainteresować się szczególnie odcieniami Blushing Beauty i Rosy Outlook, bardzo uniwersalnymi.

Dajcie znać czy zmawiacie kosmetyki z Avon i może macie jakiś ulubieńców? Ja byłam sceptycznie nastawiona do jakości tych produktów, ale formuła i pigmentacja bardzo mnie zaskoczyły:)

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Balsam myjący Czarszka - idealny produkt dla posiadaczek cery tłustej/trądzikowej?

Hej dziewczyny!
Chciałabym Wam przedstawić w pełni naturalny, wydajny i w dobrej cenie produkt do demakijażu, a dokładniej do dwuetapowego oczyszczania twarzy. Ta metoda polega na oczyszczeniu twarzy najpierw kosmetykiem na bazie olejków, a kolejno użyciu produktu na bazie wody. Dzięki temu mamy pewność, że cera jest dokładnie oczyszczona.
W tym celu postanowiłam wypróbować balsam myjący stworzony przez Czarszkę. Zwykle z rezerwą podchodzę do kosmetyków polecanych/stworzonych przez znane blogerki, ale Paulina imponuje swoją wiedzą na temat naturalnej pielęgnacji, więc postanowiłam zaryzykować. Jeśli jesteście ciekawe, jak się sprawdził to zapraszam do czytania dalej!

Kupiłam balsam regulujący przeznaczony dla cery tłustej/zanieczyszczonej, zawierający m.in. olejek laurowy, tamanu i z czarnuszki. Skład jest bardzo krótki, w pełni naturalny, bez zbędnych dodatków, mający także dodatkowo wspomagać leczenie i gojenie się zmian trądzikowych. Produkt ma masełkowatą konsystencję, która pod wpływem ciepła rąk przekształca się w olejek (nie spływający z twarzy, jak w przypadku tradycyjnej metody OCM). Ma dość silny, ziołowy zapach.

Balsam świetnie zmywa makijaż, ale ze względu na występowanie olejków eterycznych lepiej nie używać go do demakijażu oczu. Cera po użyciu jest dobrze oczyszczona, miękka i bez wrażenia ściągnięcia skóry. Nie zauważyłam jednak efektów, jeśli chodzi o zmniejszenie wyprysków czy oczyszczenie porów. Mimo to, balsam pozostawia przyjemne uczucie nawilżenia. Produkt także nie powodował zapychania (a moja skóra jest pod tym względem bardzo wrażliwa), ale trzeba go bardzo dokładnie zmywać. Do usunięcia olejku możemy użyć każdego produktu myjącego na bazie wody. Mi świetnie sprawdza się mydełko Aleppo (aktualnie używam tego o 5% stężeniu olejku laurowego). Czasem zdarza mi się jednak przemyć twarz nawet 2/3 razy, aby pozbyć się tłustego filmu na skórze. Nie mogę się doczekać także wypróbowania gąbeczki Konjac do tego celu (dajcie znać, czy używałyście tych gąbeczek, bo słyszałam mieszane opinie).

Balsam można kupić jedynie na stronie Czarszki i kosztuje 60zł (wysyłka jest darmowa). Do wyboru są 3 wersje - ultrawrażliwy, aksamitny i regulujący. W pojemniczku znajduje się 100ml produktu, który powinien wystarczyć na min. 2 miesiące codziennego używania, ale to myślę że jest o wiele bardziej wydajny. Dodatkowo jest to produkt odpowiedni dla wegetarian i wegan.
Jeśli chciałybyście wypróbować ten balsam, to w każdą sobotę jest dostawa do sklepu (produkt wykonywany w 100% ręcznie, więc zapas jest ograniczony, a znika bardzo szybko :). Na stronie można znaleźć także metody zmywania czy masażu twarzy przy pomocy tego balsamu.

Skład: Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Olea europaea (Olive) Fruit Oil, Laurus Nobilis (Bay Leaf) Oil, Calophyllum Inophyllum (Tamanu) Oil, Nigella Sativa (Black Cumin) Oil, Eucalyptus Radiata Leaf Oil, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil.

Dajcie znać jakich produktów używacie do demakijażu (szczególnie jeśli jesteście posiadaczkami skory tłustej) i czy miałyście okazje wypróbować balsam Czarszki?:)

środa, 10 stycznia 2018

Denko kosmetyczne - jakie produkty do pielęgnacji są warte polecenia?

Cześć dziewczyny!
Jak najlepiej powitać Nowy Rok na blogu - od posta z ulubionej serii, czyli denka kosmetycznego. Mimo że, bardzo opornie idzie mi wykańczanie produktów, to mam dla Was kilka recenzji.


Uriage, Woda termalna
Jeśli jeszcze nie miałyście okazji wypróbować wody termalnej, to zdecydowanie polecam. Świetny produkt do odświeżenia skóry (np. po siłowni) albo jako mgiełka utrwalająca makijaż. Dodatkowo łagodzi podrażnienia, delikatnie nawilża i nadaje się do każdego typu cery. Warto stosować ją także po depilacji. Kosztuje ok. 11zł za 50ml.

Evree, Magic Rose płyn dwufazowy do demakijażu oczu
Zdecydowanie ulubieniec! Świetnie radził sobie z makijażem, domywał każdy tusz bez problemu. Nie podrażniał powiek, nie uczulił ani nie zostawiał tłustej warstwy. Ma także krótki i przyjemny skład. Jedynym minusem może być słaba wydajność i cena. Kosztuje ok. 17zł za 200ml.

Ava, Łagodząca pianka oczyszczająca
Kolejny świetny produkt o naturalnym składzie. Przyjemnie odświeża, nawilża i nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry. Nie nadaje się do zmywania olejów, ale dobrze sprawdza się z połączeniu z płynem micelarnym albo do przemywania twarzy rano. Bardzo wydajny produkt o delikatnym zapachu. Kosztuje ok. 20zł za 150ml.

BeBeauty, Lekki krem nawilżający do ciała
Jest to jeden z lepszych balsamów do ciała jakie próbowałam. Mam bardzo suchą skórę, która potrzebuje nawilżenia po każdej kąpieli. Balsam miał gęstą i treściwą konsystencję, ale szybko się wchłaniał. Nawilżenie długo się utrzymywało. Warty wypróbowania, nawet ze względu na cenę. Kosztuje ok. 8 zł, dostępny w Biedronce.

Nivea, Żel pod prysznic zawierający perełki olejków Cherry Blossom
Oceniłabym ten produkt jako przeciętny. Nie zauważyłam nawilżenia ani odżywienia skóry. Niestety przeszkadzał mi trochę jego zbyt słodki i mdły zapach. Bardzo wydajny. Kosztuje ok. 14zł za 250ml.

Nivea, Kulka do ciała 
Bardzo wydajny produkt. Nie podrażniał skóry, miał lekki i delikatny zapach. Ochrona 48h to spore wyolbrzymienie, ale dobrze się spisuje. Kosztuje ok. 10zł za 50ml.

Bielenda, Peeling gruboziarnisty (cera tłusta i mieszana)
Kupiony na promocji w Rossmannie. Taka saszetka wystarczyła mi na 3 użycia. Nie zauważyłam zmniejszenia widoczności zaskórników ani wygładzenia skóry. Oceniłabym ten produkt jako przeciętny. Jeśli lubicie peelingi, a nie chcecie kupować większego opakowania, to taka saszetka będzie świetnym rozwiązaniem. Kosztuje ok. 3zł.

Bielenda, Oczyszczająca maska węglowa (cera mieszana i tłusta)
Czytałam wiele pozytywnych opinii na temat tej serii maseczek. Saszetka wystarczyła na ok. 4 użycia, ale nie mnie nie zachwyciła. Nie zauważyłam oczyszczenia skóry, ale przyjemne odświeżenie i lekkie zmatowienie cery. Nie liczyłabym tu na dogłębne oczyszczenie porów, jak obiecuje producent. Mimo to, nadal będę testować kosmetyki z węglem. Kosztuje ok. 3zł.

Perfect.Me, Maseczka do włosów
Maseczka mająca zapewnić włosom odżywienie, miękkość i zdrowy wygląd. Całkiem dobrze sprawdziła się na moich włosach (najlepiej ze wszystkich 3 wersji). Nie zauważyłam puszenie ani suchości. Nie jest idealnym produktem, ale zbiera pozytywne opinie i za cenę ok. 3zł warto jej wypróbować. Starczyła mi na kilka użyć. Dostępna w Biedronce.

Balneokosmetyki, Próbka kremu biosiarczkowego (skóra tłusta, mieszana i trądzikowa)
Wystarczyła mi tylko na 3 aplikacje, ale na pewno wypróbuję pełnowymiarowe opakowanie! Krem świetnie sprawdzał się pod makijaż, lekko matowił skórę, a przy tym nie zapychał. Idealny dla cer mieszanych/tłustych. Kosztuje ok. 43zł za 50ml.

Make Me Bio, Próbka kremu Orange Energy 
Krem przeznaczony jest dla skóry normalnej lub wrażliwej. Ma naturalny skład m.in. olej migdałowy, masło shea, olej mandarynkowy i witaminę E. Wystarczyła mi na 3 użycia. Stosowałam ten krem na noc. Niesetny spowodował u mnie zapychanie. Mimo to czytałam bardzo dobre opinie o tym produkcie, jako ładnie rozświetlającym cerę i wyrównującym koloryt. Pełnowymiarowe opakowanie kosztuje ok. 50zł za 60ml.

Clochee, Próbka kremu nawilżająco-rewitalizującego 
Jestem zachwycona tym kremem! Żałuje, że próbka wystarczyła mi na 3 aplikację, bo cera wyglądała na odżywiona i ładnie napięta. Ma bardzo naturalny skład i świetnie nadaje się pod makijaż. Jedynym minusem jest cena, bo pełnowymiarowy produkt kosztuje 119zł za 50ml.

Dajcie znać czy próbowałyście któregoś z produktów i jak Wam się sprawdza:)
Do zobaczenia!

niedziela, 5 listopada 2017

Dobre i tanie pędzle do makijażu z AliExpress!

Hej dziewczyny!

Każdy chciałby trochę zaoszczędzić, a pędzle to jeden z droższych wydatków maniaczki makijażu. Dlatego kupowanie pędzli na AliExpress stało się takie popularne. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać najlepszy zestaw jaki do tej pory kupiłam, czyli dobre i tanie pędzle Docolor! Jeśli jesteście zainteresowane świetną jakością za kilka złotych, to zapraszam do czytania dalej!

Zestaw składa się z 6 pędzli, przeznaczonych głównie do makijażu oczu. Jest to seria Fantasy Set, charakteryzująca się pięknymi, tęczowymi trzonkami. Wykonane one są z plastyku, skuwki z metalu. Pędzle są lżejsze i mniejsze w porównaniu do np. GlamBrushy. Przejdźmy jednak to najważniejszej cechy, czyli włosia. Jest ono syntetyczne, bardzo miękkie (porównywalnie z włosiem Zoevy!), nie odkształca się po myciu i nie wypadł jeszcze ani jeden włosek. Zestaw jest świetnie skomponowany, nie ma tu zbędnych kształtów. Włosie jest barwione na różowo, ale nie zauważyłam farbowania podczas mycia. Nie miały też nieprzyjemnego zapachu.


Numery pędzli i logo Docolor są niestety mało widoczne (ale są opisane na opakowaniu). Od lewej mamy pędzel nr 05, czyli płaski pędzelek do nakładania cieni (jako jeden z niewielu nie podrażnia ani nie drapie dolnej powieki), nr 04 przeznaczony do korektora, ale świetny także do bazy pod cienie czy pigmentów i nr 06 do blendowania cieni, mój ulubieniec o idealnej wielkości.

Nr 07 to płaski pędzel o prosto ściętym włosiu, idealny do czyszczenia linii pod brwiami, nr 08 jest przeznaczony do brwi, niestety wypada najsłabiej, bo ma zbyt grube włosie i nr 09 idealny do ust, ale lubię go używać do rozjaśniania wewnętrznego kącika albo do detali.

Zestaw kosztował mnie 29,27zł, czyli za każdy pędzel zapłaciłam mniej niż 5zł! Wysyłka trwała ok. miesiąca i jest darmowa. Pędzle przyszły pięknie opakowane i zgodne z opisem producenta. Nie były testowane na zwierzętach. Zdecydowanie polecam, bo za niską cenę możemy mieć zestaw świetnej jakości pędzli, a dodatkowo zestawy są świetnie skomponowane.

Jeśli chcecie kupić je jeszcze taniej, to warto poczekać na 11 listopada (Cyber Monday tylko w Chinach).

Jak Wam się podobają te pędzle i czy też jesteście Ali-maniaczkami?:)

niedziela, 22 października 2017

Nawilżający tonik z aloesem Avebio - czy warto?

Hej dziewczyny!

 Dzisiejszy post dotyczy toniku aloesowego z Avebio, którego używam od ok. miesiąca.  Nigdy nie
byłam zwolenniczką toników, uważałam je za zbędny produkt. Do ich stosowania przekonałam się po obejrzeniu serii filmików, poświęconych pielęgnacji na kanale Czarszka (królowa naturalnej pielęgnacji!). W skrócie tonizowanie pozwala przywrócić skórze odpowiednie pH i wspomaga wchłanianie dobroczynnych właściwości kremu. Pomaga także w usunięciu pozostałości po makijażu, z którymi nie poradziły sobie produkty do oczyszczania.

Staram się wybierać kosmetyki naturalne, dlatego postawiłam na tonik Avebio, który składa się w 99,4% z soku z miąższu aloesu oraz z dwóch konserwantów (Potassium Sorbate, Sodium Benzoate). Jeśli jesteście ciekawe czy warto się nim zainteresować, to zachęcam do czytania dalej!

Używałam go 2 razy dziennie. Tonik dobrze oczyszcza cerę i daje przyjemne uczucie odświeżenia. Nie pozostawia także lepkiej warstwy na skórze. Jednak jest to produkt bardzo skoncentrowany i nie polecałabym go posiadaczkom cery wrażliwej. Może podrażniać skórę i powodować zaczerwienienia. Nie zauważyłam także właściwości nawilżających ani redukcji niedoskonałości, jak obiecuje producent. Po użyciu możemy odczuwać lekkie ściągnięcie skóry.

Miałam duże oczekiwania od produktu o tak dobrym składzie. Niestety dla mojej cery okazał się zbyt agresywny i powodował podrażnienia. Polecam rozcieńczyć go z wodą demineralizowaną w stosunku 1:1 aby złagodzić jego silne działanie, a także wklepywanie ok. 2 kropli zamiast używania wacika. Producent zaleca go także do stosowania na skórę głowy, aby złagodzić suchość i swędzenie (nie próbowałam). Tonik ma lekki, roślinny zapach i kosztuje ok. 20 zł za 100 ml (jest bardzo wydajny!). Nie był także testowany na zwierzętach i trzeba zużyć go w ciągu 3 miesięcy od otwarcia.

Podsumowując, tonik okazał się zbyt agresywny dla skóry (chociaż producent zapewnia, że jest odpowiedni dla każdego rodzaju cery), ale chętnie wypróbuje jego działanie na włosach:) Mam w planach testowanie srebra koloidalnego albo hydrolatu oczarowego.

Dajcie znać czy używacie toników albo hydrolatów i jakie są Wasze ulubione:)
Do zobaczenia!